Ballada o Cześku piekarzu W. Bellon G D A G D D A chleba takiego jak ten od Cześka e G Fis h nie kupisz nigdzie nawet w Warszawie G A bo Czesiek piekarz nie piekł lecz tworzył D A bochny jak z mąki słonecznej kołacze D A kłaniali mu się ludzie gdy wyjrzał e G Fis h przez okno w kitlu łyknąć powietrza G A a kromkę masłem smarując każdy D A D mówił: nad chleby ten chleb od Cześka C G e a chleb się chlebie chleb się chlebie C h e bo nad chleb być może co! C G e a chleb się chlebie chleb się chlebie C niech ci nigdy nie zabraknie D A e h G D A G D drożdży wody rąk i ziarna (mruczał Czesiek tak noc w noc) a o porankach chlebem pachnących gdy pora idzie spać na piekarzy zaczerwienione przymykał oczy Czesiek, i siadał z dłutem przy stole ciągle te same oczy i trochę za duły nos w drewnie cierpliwym pieściły ręce dziesiątki razy w poranki świeżym chlebem pachnące chleb się chlebie chleb się chlebie... nikt takich słów jak miasto miastem nie znał i Ľle się dzieje mówili na obraz czerniał Czesiek razowca kruszał podobnie bułce zleżałej Gdy go znaleĽli na pasku z wojska dłuto jak w bochen wbite miał w garści i nie wie nikt co Cześka wzięło lecz śpiewa każdy jak miasto miastem chleb się chlebie chleb się chlebie... | x2