Wielce Zwirowiany!
Byłem w Toruniu na
VII Maju Poetyckim. Oj, byłem. Istna golgota. Ale elegancka. Przyjechałem
o 3 dni za późno. (Ze Stedem – śmy się i z taką Ewą, i jeszcze z różnymi
nad Wisłą się w trawie i w piwie kulali). Siedzę teraz w domu i jęczę.
Wszystko mnie boli, Yrta nie rozmawia. Nie mam zegarka ani zwolnienia za
te dni. A w dodatku muszę się stawić jako “obwiniony” do Kolegium za zorganizowanie
zbiorowego zgorszenia publicznego. Chyba pójdę siedzieć.
A w dodatku odcisk mi dopierdala stale.