19 II 71 r.

    Wczoraj padło mi 31 lat. Wypiłem jedynie (w biurze Y.) lampkę “Badela". Zrobiło mi się źle. Ograszka! Wrócę jednak do formy. Szlag mnie trafia. Spodziewałem się z “Twórczości" ca 1,5 patyka. A oni ledwo 8 stów. (Napisałem dzisiaj do Wyd. Artystycznych i Filmowych: protest!). A tu minął termin wpłaty grzywny na sumę 850 zł. Napisałem prośbę o rozłożenie na raty. Muszę teraz obskoczyć coś, aby pierwszą ratę wpłacić po niedzieli. Ma się rozumieć — honorarium dałem Y. na tzw. życie. Bo i tak po “drodze" za dużo “gubię". Finalizuje się sprawa mieszkania. Po niedzieli — być już może — dostaniemy klucze. Steda u mnie na Kalinkowej — nie było. Rozstaliśmy się w Toruniu. Bo zaczynało już być źle, czyli... ponosiło nas. To dobrze, że pojechałem — bo inaczej areszt jakiś murowany. Byliśmy ze Stedem u jego rodziców k. Aleksandrowa (k. Potęgowej), u J. Żernickiego w Ciechocinku (pieszo z A do C). A potem w Toruniu. Szczyt!!! Krew, gazy, podarta koszula, Izba Wytrzeźwień, pogubione czapki, szaliki. I dużo, dużo pijanina. Poezja w każdym bądź razie rządziła nami cnie. Oj, oj. Zatem, jak mówię, w najwyższy czas rozstąpiliśmy się. Ja jeszcze dwa dni nad Trynką byłem wśród pracowników fizycznych, umysłowych i pasożytniczych. Okropny finał. Ale spocząłem w Kalinkowej Dulębie. Tak że jutro już żywotnie. Aha, byli u mnie J. Satanowski i Krystyny Orłów — brat. Z. Sobocki dostał szału po palącym się dosłownie spirytusie. Jakieś psy znosił. Sąsiad z góry o mały włos — załatwiłem — a sprawę “za zakłócenie spokoju nocnego" skierowałby do Kolegium. Istny szlag. Oj, miałbym ja za swoje. Bo przecież ich by nikt nie legitymował. Sprzedałem Satanowskiemu obraz J. Świątkowskiego za symboliczne 100 zł. Ot, co. Tak że teraz, gdy się wspomni to i owo, to potęga. Ale zdrowie i materialność okropnie nadszarpnięta. Nie wiem, czy Ci już pisałem: ostatnio, gdy byłem w Bydgoszczy, kąpałem się w Brdzie. A były to pierwsze dni lutego. Abo przypomniałem sobie, żem ja spod znaku Wodnika. Oj. Oj. Ale nie chorobowałem. Jak zwykle po takich kąpielach. “Kontrasty" dostałeś (5 zeszyt!)? Jeżeli nie, to Ci przyślę, bo w drodze paczka. Miałem podobno jakieś wiersze w piśmie studenckim “Politechniku". Nie widziałem co i jak. Mam zamiar napisać recenzję o “Po ogrodzie niech hula szarańcza" — E. Stachury i “Trzynastu miesiącach" — J. Żernickiego. Mało o nich pisano, a przecież to b. dobre rzeczy. O, gdyby tak jeszcze mi zęby z przodu wyrosły, oj, gdyby. Bo nie mogę zdążyć do tego dentysty. A i chwile nie-stosowne. Yrta w zadyszkach i kaszlu. Żyje nowym — wiadomo! — mieszkaniem! Nie dziwię się wcale. Mnie też już te dulęby bokami wychodzą. Będę pisał “coś" na marginesie “Zapisków bez daty"—J. Przybosia. “Bołdyna"—J. Putramenta — pierdolnąłem w kąt. Kompletne dno. Nie do czytania. Te scenki batalistyczne... Te dialożki... Niech to szlag. Jednak “Odra" to dobre pismo! B. Dziekan przysłała mi egzemplarz — “Smugi na wodzie". Nareszcie się doczekała... Coś chyba o tym napiszę. Ale ona się boi, nie chce. A w ogóle, to zaczynam giędzić, bo palę w piecu — przy otwartym oknie — i kury kupry mi wystawiają gnojne.

Pozdrawiam Iwonę (z Karolkiem!)
Ściskam prawicę. Naj. Wasz Bruno

PS. Rec. odeślij!