Wielce Zwirowiany!
Nie wiedziałem dokładnie,
o której będę w Poznaniu, a raczej do — do. Siedziałem — w nie najlepszej
formie — od 13—14.00, a potem do Wrocławia. Uroczystość była miła, przyszedł
specjalnie dla mnie (?) T. Karpowicz i kier. działu literatury współczesnej
Wyd. “Ossolineum". Domyślam się, że niby dla mnie, bo po uroczystości —
oficjalnej! — podeszli do mnie i zaproponowali, abym, jeżeli co mam w domu
albo gdzieś w wydawnictwach, tomik
zaraz do “Ossolineum" złożył. Nie obiecali, że w tym roku (ale brali to
pod uwagę!), ale w przyszłym na pewno wydadzą. Ucieszyłem się — to fakt!
— i jadąc do domu, obiecałem sobie zaraz pisać do LSW o zwrot “Podwójnej
należności" (bez łaski bo!). I sobie wyobraź,
w domu leży z LSW pismo, że tomik przyjęli — mam im tylko fotografię wysłać
i ew. jakieś nowe wiersze celem uzupełnienia. Umowa na mnie już czeka!
Widzisz — o Zwirowiany! — co za wyc! Szkoda, że nie mam opracowanego kolejnego
zbiorku, bobym wysłał do “Ossolineum". Ale za 1/2 roku to zrobię. Zatem:
w LSW! Nagrodą im. T. Peipera była szklana waza + legitymacja. Żeby to
była choć taka waza, jaką Ty w Poznaniu otrzymałeś, to rad bym jeszcze
— ale to taka, że jej nawet nie wziąłem. Pisali mi jednak, że S. Poręba
mi ją przywiezie niebawem. No, ale w końcu chodzi o... wyróżnienie! T.
Karpowicz mi gratulował i poparł to wyróżnienie — i to chyba wystarczy!
Był Krynicki z [...] Dałem mu “wycisk" w sraczu i zakolczykowałem... Zwrócili
mi koszty podróży i 300 zł za odczytanie
4. wierszy. Zwrot kosztów podróży wyniósł więcej niż honorarium. Do czego
to doszło!... Potem ZLP — Koło Młodych zorg. mi spotkanie za 3 stówy...
Oj, oj. I Woj. Bibl. w Sobótce za... 8 st. Dotąd mi jeszcze nie przysłali.
A czekam(y?) na nie jak na zbawienie.
Bo tamte — poszły z dymem, jak sam się domyślasz! Dobrze, że tych 8. mi
nie wypłacili — boby było to samo! 30 I byłem już w Łodzi. Reż. A. Różycki
zaprosił mnie (tudzież E. Stachurę i J. Żernickiego) do filmu pt. “Spotkanie
autorskie". Pełno kamer, ludzi, picia.
Ale film nakręciliśmy, a na umowie (Wyż. Szkoła Filmowa) w rubryce aktor
i rola brzmiało: poeta! Stachura uciekł i tylko my z Januszem odstawialiśmy
cuda. Oj, co za cuda.
Po drodze do Torunia
zachciało nam się wysiąść w Kutnie na piwo. Wynik: zgubiłem chlebak z wierszami
i tomikami Wojaczka, Czychowskiego i przyborami różnymi oraz beret. Nie
mówiąc już o... zdrowiu. Dwa dni byłem w Toruniu. Leżałem na madejowym
łożu bez picia alk., jedynie zimną wodę. Wiesz, bo widziałeś moje...
No i potem do domu... po tygodniu! Krzywo na mnie patrzyli. Ale dzisiaj
jest już dobrze! Rodzinka w komplecie i umartwienie o zdrowie córeczki.
Ma okropny kaszel, gdzieś blisko kokluszu. Ale, ale... Od 22 I już nie
jestem klasyfikatorem żywca. Rzuciłem
tę robotę. Jeszcze trochę, a padłbym! Obmyślamy teraz z Y., jak iść dalej
— bo dom trzeba utrzymać. I na to nie ma rady. Ale dobrze, że rzu-citern
ten fach. Przydało się to do życiorysu itd. itp. Ale. Zobacz w waszym
klubie “Ruch" (i w ogóle), czy nie ma 1. nru
“Naszego Klubu" — są tam jakieś moje wiersze! Crdy tylko się trochę udobrucha
wokół okolica — napiszę trochę konkretów. Pozdrawiam Was (Y. także!) najserdeczniej
— Bruno. (Napisz!)