Praha, 8.8.76

    Mila Bożenkó!
    Już mi tu tydzień zszedł. Nawet szybko. Po Krakowie tzw. zakochałem się w drugim mieście! Ale nie o złych knedlikach chciałbym Ci dzisiaj pisać. Ani też o poszukiwanych przeze mnie bramborach (ziemniaki!). Piwo piję albo wino do każdego posiłku. I to zimne! Raz tylko kawę maciupką przeciągnąłem pomiędzy zębami! Kartkę chyba już Otrzymałaś?! Szukałem Ciebie w ów poniedziałek na trudno (bo gdy było już tzw. darmo — musiałem odlatywać). Zresztą już nie raz! Wyglądałoby na to, że mnie unikasz?! Przypomniałem sobie, że chciałaś się ze mną wybrać w Bieszczady! Nie będę w tym roku tam! A i nie “będę" zwracał uwagi na Twoich “narzeczonych" (skoro ich masz, bo chyba...). Ja też potrzebuję narzeczonej i tylko Ciebie widzę na krużganku! I w żadne Bieszczady, ale do Pragi bym rad Ciebie ściągnąć! Zatem słuchaj! Wizę chyba masz. Jeżeli nie, to sobie wyrób (100 zł!). Kup znaczek (300 zł). I uciułaj na bilet w jedną stronę (W-wa—Praha). Oczywiście musisz mi napisać, czy na toto przystajesz, bo trzeba Ci wysłać tzw. zaproszenie, na podstawie którego Ci dadzą wizę (takie pomiędzy PRL a CSRS jeszcze obyczaje!). To zaraz wyślę i... Oby to doszło do skutku. Jestem tu do końca października. W tej chwili mieszkam w hotelu “Opera". Ruszę się w tzw. teren. Jest tu mi dobrze. I radzę sobie, chociażem sam jak bez-palec. Napisz toteż, czy, kiedy i w ogóle. A może taki narzeczony (“specjale branik") Ci nie podchodzi?! Gdy wrócę z CSRS będę miał sprawę rozwodową (pozew już złożyłem) i mieszkał będę do chwili otrzymania swego M-2(3) — w W-wie i na przemian we Frampolu (ojcowizna Edka Redlińskiego — znasz go — “Konopielka", “Awans" itd.) koło Białegostoku (skończę lam powieść!). Czekam tedy na dobre wieści! Całuję mocno
Bruno
    Pisz na adres: Longin Wdowiak (dla RM-B), 17 000 Praha, (...) (CSRS). Całuski dla Gastonka! Puść expresem! • -Może zadzwonię! (postaram się) 14.8. po godz. 21.00. Tu damy sobie radę!