Mila Bożenkó!
Już mi tu tydzień zszedł.
Nawet szybko. Po Krakowie tzw. zakochałem się w drugim mieście! Ale nie
o złych knedlikach chciałbym Ci dzisiaj pisać. Ani też o poszukiwanych
przeze mnie bramborach (ziemniaki!). Piwo piję albo wino do każdego posiłku.
I to zimne! Raz tylko kawę maciupką przeciągnąłem pomiędzy zębami! Kartkę
chyba już Otrzymałaś?! Szukałem Ciebie w ów poniedziałek na trudno (bo
gdy było już tzw. darmo — musiałem odlatywać). Zresztą już nie raz! Wyglądałoby
na to, że mnie unikasz?! Przypomniałem sobie, że chciałaś się ze mną wybrać
w Bieszczady! Nie będę w tym roku tam! A i nie “będę" zwracał uwagi na
Twoich “narzeczonych" (skoro ich masz, bo chyba...). Ja też potrzebuję
narzeczonej i tylko Ciebie widzę na krużganku! I w żadne Bieszczady, ale
do Pragi bym rad Ciebie ściągnąć! Zatem słuchaj! Wizę chyba masz. Jeżeli
nie, to sobie wyrób (100 zł!). Kup znaczek (300 zł). I uciułaj na bilet
w jedną stronę (W-wa—Praha). Oczywiście musisz mi napisać, czy na toto
przystajesz, bo trzeba Ci wysłać tzw. zaproszenie, na podstawie którego
Ci dadzą wizę (takie pomiędzy PRL a CSRS jeszcze obyczaje!). To zaraz wyślę
i... Oby to doszło do skutku. Jestem tu do końca października. W tej chwili
mieszkam w hotelu “Opera". Ruszę się
w tzw. teren. Jest tu mi dobrze. I radzę sobie, chociażem sam jak bez-palec.
Napisz toteż, czy, kiedy i w ogóle. A może taki narzeczony (“specjale branik")
Ci nie podchodzi?! Gdy wrócę z CSRS będę miał sprawę rozwodową (pozew już
złożyłem) i mieszkał będę do chwili
otrzymania swego M-2(3) — w W-wie i na przemian we Frampolu (ojcowizna
Edka Redlińskiego — znasz go — “Konopielka", “Awans" itd.) koło Białegostoku
(skończę lam powieść!). Czekam tedy na dobre wieści! Całuję mocno
Bruno
Pisz na adres: Longin
Wdowiak (dla RM-B), 17 000 Praha, (...) (CSRS). Całuski dla Gastonka! Puść
expresem! • -Może zadzwonię! (postaram się) 14.8. po godz. 21.00. Tu damy
sobie radę!