M-B-
Dzisiaj liścik — nawet ekspresem, puściłem
przez Jurka, czyli z Poznania. Sam u M. byłem na “staropolskiej" (wytrawna!).
Czytam “Niemyte dusze" — Witkacego jeszcze raz! Z Gombrowiczem — przesada.
Krytyka to robi. Bo u nas w Polszcze zawsze to, co za “kakadu" — lepsze.
A przecież nasza literatura wcale — wcale. Poezja — poziom światowy. I
to “awangarda" (piszę w cudzysłowie, bo nie idzie mi o np. “krakowską",
“drugą" itp.).
Może Krzychu z Karolkowej
postara się o tabletki “Alkaseltzer"? Na kaca! Nie próbowałem, ale ponoć,
jak mówi Urszula Kozioł — dobre. Nogi mam czyste. Duszę chyba jeszcze też.
Za to stroniczkę o pipkowaniu dopisałem do fragmentu “Pachta", który dzisiaj
wysłałem do “Faktów". Fel. “Farbki"
na pewno Ci nie podszedł (formalnie: db!). A “Szczęśliwiec"?... Piję “brazylijkę".
W poniedziałek jadę do Połczyna. Którędy wrócę (bo np. przez W-wę?): nie
wiem. Ale muszę najrychlej! Pani Łodzią niech się trzyma. Szczygły też.
Jeżeli my z masy, to do dupy. Ale co
to dla Ciebie. Ważne, że nowe! Jeszcze nadal palę pipę tabacco “Amphora".
W r y t m i e: bez!
Twoje tzw. “związki",
“hierarchie" to bzdura! Może “psychicznie" — kontakt! — i “seksualnie"
pasować, ale bez najprawdziwszych — kusobnych uczuć, tego co rzeczywiście
ludzi łączy — nie ma mowy o Całości. I to nie: smutek ani też ból — to:
koniec, klęska. Jeszcze do tego dojdziesz. Chociaż — tak dzisiaj myślę
— Ty już (rzeczywiście) nie potrafisz (choć potrafić to móc, a to: sztuczność!)
być sobą i... tu chciałem wrzucić pojęcie
szczerości itp. itd. Ty już nie wiesz, co to (chyba!) jest, znaczy. Grasz!
Myślisz o sobie (jakby?) tylko. I właściwie — niby dyskutantka z Ciebie
nt. problemów wielkich! — to taka przyziemna jesteś, że Ci wystarcza w
końcu — — Nie chcę wulgaryzować! Bo
liryka jeszcze we mnie ckni. Jeszcze: “wielkość i garkuchnia" (kucharkowatość)
chodzą u mnie (we mnie?) w pobok! Nie mam z tego powodu żadnej satysfakcji.
Jeżeli mnie coś boli — to to moje ja, które Ci — jak ów but, który
kulał pod Twoimi nogami — chciałem Ci (Wam) najszczerzej — z uczuciem —
— dać!
Wmawiam sobie niby:
gancegal, ale mnie nigdy, to co moje naj. — — nie przechodzi. Tnę, bo tak
musi być! Żeby innych wyprostować? (...) Przecież tylko np. w poezji! —
tzw. liryka jest naj. Czyli: uczucie! Kiedy ona—poezja tego się wyzbędzie
— klapa! Człowiek bez czucia wobec tego, co naobok, czyli — i oprócz tego!
— ... człowiek — niczym. Szafujesz oględnymi, omszałymi pojęciami, frazesami
— — które śmieszne są. Jak piard, który
nagle staje się sraczką... w towarzystwie np. odnowy zabytków (zniewolonej
miłości). Cóż bo dlać znaczy: “Kontakt psychiczny"? Przecież psychiczna
“strona" jest i w “uczuciu", seksie i u... fryzjera! Też wolałbym — i na
to mnie stać! — wymyślać aforyzmy.
Choćby na zasadzie przekory. Lektura lekturą, ale literatura rodzi się
nie na pniu nagim jak sufit u księgowego. Że wetknęłaś palce między czyjeś
drzwi? Czy ty się kiedyś nad sobą właściwie zgięłaś, jak ja nad karteluszkiem
— sumienia? Brać — nic nie dać. Albo
raczej: dać, kiedy się opłaci — za gówniany dystych — — Szparkasta... Bo
takie “zasmarkane życie"?! Latanie dziury — dziurą! U mnie na to: zapałka
w ustach, uśmiechu gałeczka... Życzę Ci wsiego dobrego! Kopa: nie! Bo czasami
to mi się wydaje, że Kopem jesteś.
I to mnie boli. Tylko gdzie Ty kiedyś spadniesz. Na jaki grunt? A czy:
ważące lekce to i tamto? To tak nie wygląda! — nie, to Twoje antidotum
na swoją nicość (i zginienie bliskie!). Weź się w garść! Nie sztuka wychodzić
z koszuli (nocnej), która nie ma guzików.
Strugać “wariata" i
“kartofle" — to: ars!
PS. W jednym z pism
będzie zdjęcie Gastonka z moim wierszem! Jednocześnie! Tomik “Thomasa Anheva”
– postaw na półce!
Tak być: do-nosicielem
siebie? Pościel pościel! Vale!
Bruno