Jurku Drogi!
Doczekałeś się. A warto
było — no nie! Chłopak to jednak chłopak. Zobaczysz, ile taki skrzat (staruszek
na mojego wołani) przynosi radości. No, a ile obowiązków — — —? Ale damy
sobie jakoś radę. Żeby tylko jakiś kącik własny — —
Mnie dali wypowiedzenie
z izby. Z tego gniotą 7-metro-wego, gdzie piec metr trzyma i ściany na
pół cegły i drzwi prosto z dworu. Skurwysyny! Żebym mógł, to bym po-wyrzynał
im bebechy blachą. Mam już dosyć czasami tego zasranego żywota. Ale muszę
się pchać. Nie można rezygnować. Tylko zdechłe ryby płyną z prądem (przyuważ
to!). A mnie czas jeszcze coś zrobić. Już nieraz nie mogę łbem wierzgnąć,
ale zasuwam. Trzymam się Majakowskiego: duś, bo ciebie zduszą. Ciężko powiedziane,
ale — — — Obecne stosunki dość trafnie ujął pewien Gabrycha: “świnie na
stanowiskach, woły pracują, a barany chodzą do szkoły". Przesadził grubo,
ale daleko nie odbiegło jabłko od jabłoni. A trzeba nie mieć oczu, by być
optymistą. Nadchodzą (ba! są) czasy,
o które bał się Lenin — władza w rękach czerwonej burżuazji. Co z tego
wyjdzie, powinniśmy wiedzieć. Za dużo wojen było już, byśmy byli bc/ nerwów.
Skończę słowami Wierzbola: ło Polsko! To tyle. Serdecznie ściskam (Warn!)
rączki, przepraszam, widły, i uśmiechu życzę!
PS. Przysłali mi z “Iskier” zawiadomienie, że pięć wierszy puszczą w almanachu.