Grudziądz, 2.9.65

    Kay!
    Dobrze Ci. Żona moja aż wzdęchła, gdy się dowiedziała, żeś w chacie agronomem. Może kiedyś Cię odwiedzimy. Teraz mamy kłopoty z zimą, która w “drzwiach" stoi. Budy nie chcą dać. Jak mnie ruszy, prysnę w świat (bylejako w niebylejaki). W grudniu chcę (nareszcie!) złożyć tomik. Trzeba się pożegnać z przydrożnym. Lepiej iść miedzą. Masz motor. Mógłbyś kiedyś wpaść. Na piwo. Posłuchać muzyki i wierszy. Obejrzeć ściany sine obie. Zastanów się. Gdy nie będę miał dziupli — gdzie mnie znajdziesz? A może masz już cebulę albo inne gruszki. Mój Slawoj* chrupie wszystko. Wydobrzyj! Podziękujemy. A i wiersze będę Ci przysyłał. I ptaki leniwe jak placki. Nie żenisz się? Miało być tyle piwa. Gdzie te Mazury?
    Kay! Pozdrów całą rodzinkę. Urszula to chyba już się wypuszcza. A Baśka to na pewno obrobiła GS jakiś i prysła do Wietnamu. Tylko Ala jest krawszczką i KGW* pielęgnuje za ścianą, gdzie okno na strąki i mech. Józef jeszcze w podróży na Hel lub do Heli. Ojciec na pewno mnie sklął za sitwę, ale powiedz, że pamiętam dobrze! Mama chyba czeka, bym przyjechał na fasolę i narwać komosy. I w ogóle dziejba jakaś autentyczna.
    Ściskam wszystkim prawice –

Bruno


Na pierwszej stronie listu maszynopis wiersza pt. Łąkokosy.

* Sławomir – syn poety
** Koło Gospodyń Wiejskich