Kay!
Dobrze Ci. Żona moja
aż wzdęchła, gdy się dowiedziała, żeś w chacie agronomem. Może kiedyś Cię
odwiedzimy. Teraz mamy kłopoty z zimą, która w “drzwiach" stoi. Budy nie
chcą dać. Jak mnie ruszy, prysnę w świat (bylejako w niebylejaki). W grudniu
chcę (nareszcie!) złożyć tomik. Trzeba się pożegnać z przydrożnym. Lepiej
iść miedzą. Masz motor. Mógłbyś kiedyś wpaść. Na piwo. Posłuchać muzyki
i wierszy. Obejrzeć ściany sine obie. Zastanów się. Gdy nie będę
miał dziupli — gdzie mnie znajdziesz? A może masz już cebulę albo inne
gruszki. Mój Slawoj* chrupie wszystko. Wydobrzyj! Podziękujemy. A i wiersze
będę Ci przysyłał. I ptaki leniwe jak placki. Nie żenisz się? Miało być
tyle piwa. Gdzie te Mazury?
Kay! Pozdrów całą rodzinkę.
Urszula to chyba już się wypuszcza. A Baśka to na pewno obrobiła GS jakiś
i prysła do Wietnamu. Tylko Ala jest krawszczką i KGW* pielęgnuje za ścianą,
gdzie okno na strąki i mech. Józef jeszcze w podróży na Hel lub do Heli.
Ojciec na pewno mnie sklął za sitwę,
ale powiedz, że pamiętam dobrze! Mama chyba czeka, bym przyjechał na fasolę
i narwać komosy. I w ogóle dziejba jakaś autentyczna.
Ściskam wszystkim prawice
–