NA STRZEMIĘCINIE I MARIENSZTACIE, CZYLI: NIE MAM DOMU

1

     Zamknięty za numerem 43. Na yeti. Wykorzystały mój sen. I: zyg - zyg. Mama z siotrą. Za to, że "błądziłem" przez trzy doby poza? Naobok! Że plecak prosiłem zapiąć do drogi. Ja? Do Morąga podobno. Koszula Zyzia wyprasowana. Palma podlana. W radiu "Contessa" płyną - już po raz trzeci w tym dniu - "Rzeki Babilonu". Nawet nieźle. Pykam fajkę kunkielówkę. Októrej wrócą? Umówiłem się z Sonią od Aliny z Łąkowej (korespondencyjnie, co prawda, ale zawsze... za wróblem!) i która ma z Głodowa... Nad Wisłę, gdzie karuzela i biały, łagodny "Kordiał" w objęciach: o, Danki, o, Teresy, dalej Piotrka i Tadka, i teraz Józka (Andrzej u Słomy pisze magisterski plums o rybach i ich narzeczach). Czyli i gdzie: kontakt z wodą. Kiedy wrócę? (Listy z Antoniewa też nie nadchodzą!) Już powinny być! Jak bo długo można czytać opowiastki o ciotce Tosi, która co niedzielę (po 15) grzebała w szufladzie, gdzie pełno ongiś przez nią skreślonych odcinków "c" ("bandrole" - mówiła) od toto-lotka, a także miała swoiste zrękowiny na targu: "Pani trochę opuści, ja trochę dodam i się ugodzimy" ...U? A w Grudziądzu trwa jeszcze międzynarodowy plener rzeźbiarski. Dwunastu uczestników. Nie ma Panasik. Ale jest jeden z zagranicy: Gunter Hanke z Drezna, który koniecznie chce (kupić) ratlerka od Waldeckerów. Muszę mu pomóc. Rzeźby (w drewnie lub metalu) mają ozdobić miasto. "No pewnie, bo jakże inaczej" - to siostra, która wróciła w pracy. I: "Tobie się dostanie pasternoster, gdy przyjdzie mama"... - dodaje. A ja: "Siostrzyczko kochana, jutro raniutko wyjeżdżam, z Trąfem"... Ona: "Dokąd?" "Jeszcze nie wiem... ale w każdym bądź razie ulicą Józefa I. Kraszewskiego, a nie jak jakiś rzadzio na tablicy - wlot-wylotowej waszego osiedla - napisał: Ignacego... Na razie spadam. Do widu..."


2

     Enerwerwer. Ale już na Mariensztacie. Aukcja psów pod hasłem "Zaprzyjaźnić się z nami". Organizują: Naczelna Redakcja Publicystyki Kulturalnej TVP i Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami.
     Około 100 bezdomnych psów czeka na nowych (swych) właścicieli. Za 400 złotych! Można na miejscu dokupić obrożę i smycz. Informuje o tym i owym: Jadwiga Zielińska - prezeska ZG TOZ. Pada deszcz. Kto ma - otwiera parasol. Ktoś z boku: "Jak nie leje, to pada, jak nie pada, to mży"... Aukcję prowadzą dwaj aktorzy, znani z głośnego serialu "Polskie drogi". Na suczki nie ma chętnych. Do obroży jednego z psów przywiązana klepka z napisem: "Pies to brzmi dumnie". "Synku, wybierz sobie pieska, tatuś kupi... - pewna pani. "Przecież mówiłem, że ja chcę king-konga"... - szarpie się młokos. Kto ma dobry wzrok, czyta na stoisku cytaty z Adolfa Dygasińskiego i Christiana Morgensterna. Oczywiście na temat stosunków między ludźmi i zwierzętami. W ogóle. Nie tylko o psach. Siedzi weterynarz. Stoją puszki na wolne datki. Nie opodal pan Hieronim obsługuje "Psie tele-atelier" ("świat pieski w kreski", czy pies do pana podobny?"), czyli rysuje psom portrety. Ludzi jakby coraz więcej. I chyba nie tylko dlatego, że słonko zrobiło sobie chwilówkę i wyszło zza ulicy Sowiej na jaw. Z tej "imprezy" idą wstawki w telewizji! Na głównym podium czytam: "Czy polubisz mnie?", "Kochaj kundle", "Życie bez psa to psie życie", "Pies nigdy nie zdradzi". Harcerzyk doprowadza psa, który na klepce ma napisane: "Miast flaszki pod stołem, zrób mnie apostołem". Suczki nadal nie mają powodzenia. Z kawiarni "Marysieńka" wyszedł chyba biseks z chartem rosyjskim, dwuletnią suką z licencją, którą chce (tak pisze na kartce) upłynnic na miejscu. Starszawa pani ciągnie pieska o fikuśnym ogonku. Maluteńki. Wabi się Bóbi! Kto chce przyjaciela z aukcji, musi oprócz 400 złotych mieć także osobisty dowód i podpisać zobowiązanie. Tu nie ma lipy. Za jakiś czas komisja z TOZ sprawdzi, czy się - się przyjaciele - przyjęli... A deszcz pada i pada. Kapota mi zmiękła. Jutro na pewno skurczy się mój confex. Trzeba się wycofać. Patrzę na planszę. Na niej zdziwiony jakby pies. Z boku napis: "Nie mam domu". Ja też*. Plecak świadkiem. A że pieska pogoda dzisiaj, więc nie tylko ja straciłem na tym...

*Witek Masznicz powiedziałby zapewne: "opanowuje bajer, psiakrync"...


powrót