Leżę tak z poderżniętym gardłem
A w tobie już trąbki słyszę jare
Mendelsony jakby na nowych godów branie
I na ubóstwo zamyślone ale niepewne jeszcze
Bo z ramieniem moim ciepłym i zazdrością - -
Obdarowany szczodrze przebiegłością twoją
Że teraz mi tylko ujścia krwiste zbiec -
A przejścia moje jakie i którędy?
Wiadomość - ta rzekora - juz w kuchni
Stoi dostojna jak kosa z litanią piasku - -
Ale ja jeszcze tu a on już za mnie w tobie
Ciarką jak kudłacik podbudkowy - wschodni i zachodzi
Jakbym w mgłach już był ostatnich a ja wszystko widzę
Skąd kochanek twój i jaki jego herb?
Gnój który się po mnie w podłogach zalęgnie
Wręczy się wam zapomogą moją i twoją radością poderżniętą
Garścią na głowę jak popiół albo igliwie -
Kiedy wieczorem późnym wśród obłaskawień cudacznych
Powolny zgon twój w wodopoju marmurowym zaskomli