Nocna w sierpniu rozmowa z Cendrarsem

Tak - to ta cholerna zazdrość
Mnie tylko Polska i ileś tam mil wyobraźni
Ciuła się ale na te nogi chyże i wszędobylskie
Po peryferiach: za uszy i trzonki - rozładowuję wagony
Młotków i kręconych baranów - -
I wali się ten orion na nasze głowy z najwyższej góry
Tobie na "kształt ręki" - mnie na przekleństwo Sądu
Za gówniany dystych i zaklejony plakatami świat
Liczy się jeszcze kubek żytniówki i w zaroślach kurz
Kości po konwojentach - zawiasy po organach
I to echo głuche jak huba babci z Niewieścina
Jak uciec z tej zazdrości - zdrowego tego myślenia
Kiedy król na mnie tupie a ja mu tylko samicę dopuszczam - -
Tak - w tę dal - a oczy zdarte i podeszwy pieką
I żeby choć jakiś szczyt - a to Toruń z Kopernikiem tylko
Kręci się ten świat wokół ciebie - a ty? - toś ten od domu klucz
Siedzisz przed telewizorem - oglądasz pierwszy człowieka na księżycu krok
A mnie zbrodnia - inkasent za światło i gaz
Ja mu drzwi - a on do mnie: nie bądź pan taki penderecki!
Albo przyjaciółka: kosztuje dzisiaj złotego - a wczoraj zawiadowca stacji
Józef - za zdradę - podpalił swoje serce sztormową zapałką - -
To już nie orion ale cynadra śmierdzącej maści
Psy - kiedyś wielcy tacy romantycy - miast wierszy w oczach
Roznoszą po ulicach plamisty swąd - to chyba z braku ogonów
Człowiekowi ręki podać nie warto a odwrócić się do niego plecami niebezpiecznie
I co wybrać jak nie tę dal - te nogi i chlebak
W kolejowe obcasy wejść - duże oczy - i wio w ten sendobry świat -
W Polskę!

1969