Wiersze-dzieci
Pisałem wiersze miłosne wbrew sobie. Pamiętam pierwszy wiersz miłosny, który napisałem o dziewczynie... Miałem wtedy chyba z sześć lat. Bawiłem się z nią w kałuży. Ja się w niej autentycznie kochałem! To była wnuczka prywaciarza!!! Mój kolejny wiersz miłosny napisałem dopiero w wieku czternastu lat. Zakochałem się. Dziewczyna miała wysokie czoło, szerokie biodra, ale mnie wcale nie zauważała. A ja tęskniłem do niej w czasie ferii zimowych, nawet kiedy chodziłem po wodę do pompy w Mosinie. Nie mogłem się wtedy doczekać, kiedy ją zobaczę. Dusiło mnie w piersiach... Spotkałem ją po wielu latach, też w ogóle mnie nie zauważała. Pamiętam, kupiłem jej na imieniny książkę Wiktora Hugo "Katedra Marii Panny w Paryżu" i jeszcze jej "Makbeta" kupiłem, i ona mi: ależ skąd, nie chcę żadnych książek; daj mi spokój! Nogi się pode mną ugięły, nie wiedziałem, co robić i... nie napisałem żadnego wiersza! Przecierpiałem to.
- A w literaturze, w życiu? Czy zdarzały się tobie jakieś inspiracje?
No, ostatnio miałem, tak. Ta znajomość wpłynęła na mnie okropnie, bo to stan wojenny; ona była kobietą wymagającą, bardzo energiczną, a ja zupełnym jej przeciwieństwem. Boli mnie to, że nie spotykam się z nią. Zacząłem nawet pisać erotyki i nie ma nic, koniec! Część erotyków poszła w radio, trochę zostało w ,,Integracjach" - i wystarczy. Chcę o tym zapomnieć! Muszę przyznać, że podczas tej naszej, głównie listowej znajomości była osobą bardzo inspirującą, a numery mi takie robiła, że nie ma siły. Znęcała się nade mną. Ostatnia i jedyna moja dłuższa podróż związana była z Łodzią i z nią. Teraz jest w Nowym Jorku na jakimś stypendium. Myślę sobie, że była z niej taka "nie-nasza", dopiero teraz tak myślę, chociaż matka mnie przestrzegała. Nie, feeling to ona ma, rozeznaje się - ja się zakochałem w niej według schematu Stachury: pokochać ją siłą woli! Niech tak zostanie.
Jak na poetę przystało, zakochiwałem się regularnie, no, powiedzmy, w miarę regularnie. Pierwszą moją wielką miłością była Lena. Potem była fana, inna, inna. To wszystkie moje nieudane miłości. Ja przez miłość chyba zostałem rencistą. Ostatnio, to znaczy kilka lat temu, przeżyłem także wielki romans.
Lubiłem czytać poezję miłosną, lubiłem ją tworzyć. Pierwszy mój wiersz, jaki kiedykolwiek napisałem, traktował o miłości niespełnionej naturalnie. Tworzyłem wtedy pod dużym wpływem Staffa. Jeszcze pamiętam taki fragment: Na ustach krawędzi na pucharu ustach twoja krew - czy jakoś tak.
W moich tomikach zamieszczałem wiersze miłosne, erotyczne, lecz czyniłem to skrycie. Nie chciałem się kompletnie obnażać. Chciałem zawsze zachować coś tylko dla siebie. A to niedobrze. Człowiek powinien otworzyć się na oścież.
Ja miłość zawsze wolałem uprawiać, niż o niej dywagować. Teraz mi się to nie udaje. Opiekuję się bez przerwy matką. Matka to kobieta numer jeden mojego życia. Bezapelacyjnie, do znudzenia. Chociaż ta nasza sytuacja jest bardzo niespójna. Ja nie mogę jej bez przerwy całować, nie mogę jej rozbierać do kąpieli, ale muszę o nią dbać. Kobiety, tak na marginesie, wymagają od mężczyzn nie tylko seksu, lecz także opieki, miłości i czułości. Ja te wszystkie cechy skupiam teraz na matce. Moje wszystkie miłości przeminęły jak kometa Halleya, a ona została.
Cóż, kobieta jest tajemnicą. Kobiety i mężczyźni żyją i umierają nieszczęśliwi. Chociaż wydaje się, że kobiety są pogodniej do życia nastawione, aczkolwiek z powodu mężczyzn przeżywają tortury. Są jednak silniejsze. Faceci to tacy wątli supermeni.
Ja jestem czuły dla kobiet. Lubię z nimi rozmawiać. To wynika z mojej niespełnionej miłości. Moim wzorcem przeżywania jest miłość Wokulskiego do Izabeli. Pełna żaru i poświęcenia, i tak dalej, i tak dalej.
Nie związałem się nigdy z żadną kobietą, chociaż byłem tego bliski. Miałem dziewczynę, studentkę romanistyki. Mieliśmy się już pobrać. To była kwestia miesięcy czy nawet tygodni. Byłem pewien, że to właśnie ta kobieta. Teraz także jestem pewien, że chciałbym, żeby była moją żoną. Kochani, ja zakochiwałem się kilka razy w roku i być może dlatego nic z tego nie wyszło. Byliśmy zresztą zbyt powierzchowni. Teraz, kiedy wyglądam przez okno, widzę mężczyzn, którym zmarły żony. Oni karmią gołębie. Dając pokarm tym ptakom, wierzą chyba, że karmią swoje kobiety. Ja czasami czuję się tak samo. Zawsze chciałem mieć dzieci, tymczasem moimi dziećmi stały się moje wiersze.
- W " Encyklopedii" Diderota napisano, ze kobieta jest nieudanym mężczyzną.
Być może dlatego mężczyźni kochają kobiety, by poznać własne ułomności. Nigdy poważnie nie zastanawiałem się nad psychiką kobiet. Dopiero teraz staram się je zrozumieć.
- Jakie kobiety podziwiasz?
Rzeczowe.
- A konkretnie?
Nie powiem, bo jest ich zbyt wiele. Nie ma sensu wymieniać. Powiem o Stachurze. On przepadał za kobietami. Miał łatwość zawierania znajomości. W przeciwieństwie do mnie. Ja zawsze miałem opory. Zawsze w domu powtarzano mi, że kobieta to temat tabu. I to mnie przytłaczało.
Wracając do Steda. Na niego strasznie babki leciały, ponieważ był przystojny. On zresztą skrzętnie to wykorzystywał. Jednak nie miało to dobrego wpływu na jego życie - tak sądzę z perspektywy czasu. On idealizował kobiety. Był czuły i miękki.
- Jak matka patrzyła na twoje miłości ?
Czasami aprobowała, a czasami nie. Chroniła mnie w ten sposób przed światem.
- I mawiała, że nie możesz mieć żony, ponieważ jesteś chory.
To ja tak twierdziłem. Nie chciałem się wiązać, ponieważ czułem, że jestem inny, nieobliczalny, nie stworzony do życia rodzinnego. No cóż, jestem taki trudny człowiek. I nic na to nie poradzę.
powrót