Zabawa przy akordeonie


        Muzyka to tajemnicza gałąź sztuki, odzwierciedlenie nie psychiki, ale duszy. To jest religia w stanie czystym. Grałem tylko na organkach. Dosyć dobrze. Jednak zawsze chciałem grać na akordeonie. Do dzisiaj akordeon bardzo mnie wzrusza. Lubię wszystkie paryskie kawałki, walczyki. Sted też cholernie lubił te paryskie walczyki. Mówił: piwko i zabawa przy akordeonie.
        Wiecie, raz we Francji Stachura wspinał się na taki wysoki słup, który był wysmarowany tłuszczem. Słup miał chyba z dziesięć metrów, a na górze była kiełbasa. Wlazł tam. Zawsze, skurczybyk, chciał być najlepszy, zawsze pierwszy. W szachach było to samo. I pomyśleć, że ten człowiek wyszedł z kurnej chaty. No, był bardzo pracowity i bardzo zdolny. Jak Stachura leniuchował - to nic zupełnie nie robił. Jego leniuchowanie było takie święte, jak u Hieronima Boscha. Widać było, że przez dwadzieścia minut odpoczywa, lecz następne czterdzieści to będzie straszliwa praca. To się wyczuwało: Stachura nie uprawiał żadnego sportu, ale sport lubił. Bił się; raz, pamiętam, pobił nawet Janusza Głowackiego. Pobił go, bo za bardzo szpanował, a Stachura tego nie lubił. Teraz Głowacki po sukcesie w Stanach stał się trochę spokojniejszy i bardziej pokorny.
        Ireneusz Iredyński był bardziej refleksyjny. Reagował na partnerów. Znałem go. Był tajemniczy. Zaczytywałem się w jego książkach, szczególnie w "Daczy". W poezji, obok Stachury, był dla mnie numerem jeden. Pamiętam taki wers: górnicy myją ciała. To mnie rozłożyło. Nikt wtedy jeszcze tak nie pisał. Piękne wiersze.

powrót