Cisza


     - Tomikowi "Będziemy piękniejsi" dal tytuł wiersz, który nie znalazł się w książce. Mało tego, zginął i wszystko jakby miało osunąć się w niepamięć, gdyby nie...

     Przepadł gdzieś, ale coś tam z niego pamiętam... Czytałeś go i wspólnie popróbujemy może zrekonstruować choćby puentę. Jak to szło? Chyba: nadchodzi jesień, żółkną liście, szaruga... Przelatują dzikie gęsi, módl się za nami Matko Boska Częstochowska - będziemy piękniejsi! Udało się.

     - Wątki religijne odgrywają ważną rolę w twojej twórczości poetyckiej.

     Najważniejszą. Myślę, że wszystko wzięło się z domu, z dzieciństwa. Byłem ministrantem - to brzmi dumnie - i dzięki temu byłem w pewien sposób spokrewniony z parafią i ze wszystkimi rodzinami w Mosinie. Często wracam do tamtych chwil, a najbardziej pamiętam ks. Hildebranda, z którym byłem potem nawet na "ty" - wyobrażasz sobie? Z okresu ministranckiego utkwiły.. mi najbardziej wieczory majowe, październikowe, oraz wczesnoranne roraty, no i nieszpory.

     - Od kiedy jednak w sposób świadomy poczułeś potrzebę znajdowania Boga?

     Dokładnie nie mogę teraz tego powiedzieć. Ja zbliżałem i zbliżałem się do tych spraw cichaczem, gdzieś po bokach, tak jak K. Kamieński, aktor Starego Teatru w Krakowie. Po spektaklu wracał zwykle bocznymi uliczkami do domu, bo wiedział, że czegoś tam nie powiedział, nie dograł do końca i że coś mu nie wyszło na scenie. Podobnie jest ze mną, choć wiem, że Pan Bóg jest, mam wyrzuty, iż zrobiłem dla Niego trochę za mało.
     Najczęściej szukam Boga w parku, na cmentarzu, gdzieś z tyłu, pod chórem w pustym kościele. Czuję wtedy dziwne uspokojenie... Czy to nie jest łaska Boża? Gdyby dodać do tego codzienny, południowy dzwon...

     - Co w twoich wierszach świeci najjaśniej?

     Ograniczam się tylko do sprawy polskiej, czyli bardzo często sięgam do symboliki maryjnej. Królowa Apostołów, Królowa Polski, ta Częstochowska, Ostrobramska, a i Fatimska. Nazywamy ją tyloma przymiotnikami, a była jedna, jedyna, Ta, która dała nam Jezusa - ma to największe znaczenie dla kultury naszego narodu.
     Matka Boża ma uniwersalny wymiar: ludzko-boski i bosko-ludzki - mówiono o tym tysiące razy. Z naszą Matką Narodu zawsze łatwiej się "dogadać", szczególnie w ważnych sprawach, które sięgają wysoko, do samych Bożych Bram. Wielekroć byłem próbowany przez Pana Boga i właśnie wtedy, dzięki Fatimskiej lub Częstochowskiej, wracałem do Pana.

     - Na ścianie twojego pokoju wisi lekko poczerniały, szary srebrny ryngraf z Matką Boską...

     To rzecz pamiętająca dawne dzieje mojej rodziny. Kiedyś wisiał nad łóżkiem mojej babki -kobiety na wskroś religijnej i wielkiej patriotki - potem chronił moją mamę, teraz jest blisko mnie.
     W kieszonce marynarki noszę plastikowe pudełeczko z cynową figurką świętego Antoniego. On jest patronem złodziei, poetów i chyba artystów. Muszę go mieć przy sobie! Szanuję też św. Hieronima, no i wielkiego gwałtownika, św. Wincentego a Paulo - mojego dobrego patrona.

     - Czy miewasz lub czy przeżywasz niekiedy gustawowsko-konradowskie zmagania i mocowania się ze sobą, ze światem, a na końcu z Bogiem?

     Bez przerwy i do końca życia będę je miał, ale to wina mojej młodości, którą poświęciłem dla literatury. Powinienem, jak każdy, bawić się i przeżywać chwile "na gorąco", ja zaś, głupi, zacząłem - mając kilkanaście lat - mierzyć się z przeszłością i przyszłością. Dlatego chyba nie miałem zrozumienia wśród rówieśników w Mosinie - i tak już zostało.

- Wąsko, Osiecka - pisali książki "pokoleniowe". A "Będziemy piękniejsi"? Czy można ją uznać za literackie podsumowanie twojej generacji?

     Nigdy nie kreowałem się na wielkiego poetę. Nie byłem nim i nie chcę w ogóle o tym myśleć! Przytoczę jedno zdarzenie, które dobrze pokazuje stan mojego ducha. Do Dostojewskiego przyszli kiedyś jego przyjaciele i użalali się nad losem biednych ludzi - bohaterów jednej z książek autora "Biesów" - i podziwiali kunszt pisarski, i zadawali pytania: jak Pan to zrobił, mistrzu? Dostojewski popłakał się tylko i powiedział cicho: za co mnie chwalicie - opisałem tylko kawałek życia. Podobnie i ja.

     - Jeszcze jedno, choć pytanie zabrzmi może trochę sztucznie w domu bez zegarów...

     U nas nie ma zegarów, matka-staruszka i ja nie żyjemy czasem. Żyję ciszą...

     - Kogo u schyłku XX wieku cenisz najbardziej i za co?

     Anonimowego przechodnia. Poza tym papieża Jana XXIII. Dlaczego? Uwiódł mnie swoimi "Rozmowami z Bogiem". Pamiętam pytanie tego niezapomnianego Papieża, na które sam sobie odpowiadał, jakby za Boga, potem pełen skruchy brnął dalej...

powrót