15 listów i widokówek od Stachury do Różańskiego


Warszawa,
6 IX 1965

Kochany Witku,
właśnie miałem Ci odpisać, kiedy przyszły Twoje ostatnie wiersze - nareszcie tak przepisane, że mogę je odczytać. Z całej kupy Twoich wierszy, które mam u siebie, są to jedynie teksty coś warte, bo czytelne. Reszta jest dla mnie nic niewarta, bo cóż z tego, że są to może piękne teksty, jeśli są nieczytelne? Taki byłem zły na Ciebie, że nie masz pojęcia. Ale już dobrze. Cieszę się teraz ogromnie, że wyszedłeś ze szpitala. Bardzo się cieszę. Nie ruszaj się z domu nigdzie. Napiszę Ci, kiedy masz przyjechać. Prawdopodobnie za trzy tygodnie. Wyjeżdżam teraz na jakieś dwa tygodnie. Przez ten czas nie przysyłaj mi nic. Pisz wolniutko i wszystko, co masz, przywieź, kiedy Ci napiszę. Do pracy oczywiście nigdzie się nie angażuj, bo nie ma sensu na razie. Napisz, czy dostałeś 100 zł z Gniezna. Jeśli nie, będę reklamował. Wysyłam Ci stówę następną. Sted



Częstochowa,
3 maja 1966

Kochany Witku,
jestem od wczoraj w Częstochowie. Oglądałem to wszystko. Tyle narodu jeszcze nigdzie nie widziałem. A poszczególnych ludzi widziałem tu takich, że dreszcze mnie przechodziły: kaleki, handlarki dewocjonaliami, pijaków, biednych prostych ludzi, pijaków, bladzie, bandy chuliganów, szaleńców, fanatyków i nieprzebrane, niezliczone rzesze wiernych. I ten klasztor niesamowity. Brakuje mi tu Ciebie. Do Jugosławii jadę 18 V samolotem. Chyba jeszcze będę w Poznaniu. Ściskam Cię. Trzymaj się. Nie pij za dużo. Pozdrów mleczne siostry nasze, kogo chcesz. Twój Sted. Pozdrów Rodziców.



Warszawa,
21 VI 1966

Kochany Witku,
napisz natychmiast do mnie list. Jak nie masz pod ręką papieru, to pisz na odwrocie tej kartki. Pisałem do Ciebie z Zagrzebia, ale mi nie odpisałeś. Przyjechałem z Jugosławii parę dni temu. Widziałem dużo.
Napisz, co robisz i wszystko. Twoich wierszy w "Kulturze" zdaje się jeszcze nie było. Pójdę tam w poniedziałek i powiem parę słów. Nie przysłałeś mi żadnego nowego wiersza. Co to wszystko znaczy. Napisz wyraźnie i obszernie. I natychmiast, bo przy końcu miesiąca, gdzieś 27 wyjeżdżam z Zytą do Wałbrzycha.
Ściskam Cię mocno
Sted
Jak się dowiem, że pijesz beze mnie, to biada!



Warszawa,
21 VIII 1967

Kochany Witku,
na pewno mówili Ci, że byłem w Poznaniu szukając Cię. Parę dni byłem, potem wyjechałem, do Zielonej Góry. W domu Twoim mówili mi, że jesteś w Janowie Lubelskim, i miałem tam jechać, ale był koniec miesiąca, a miałeś być tylko do końca miesiąca, tak mówili, więc bałem się, że przyjadę i znowu Cię nie zastanę.
Dostałem Twoje dwa listy i wiersze. Wysyłam Ci stówę. Napisz, czy dostałeś. W Poznaniu zabrałem z "Nurtu" od Kostyrki Twoje cztery wiersze i wysłałem mu cztery inne. Nad tamtymi musisz tu i tam jeszcze popracować. O tych, które przesłałeś, musimy koniecznie pogadać. Niepotrzebnie, jak słusznie mówisz, pisałeś do Karpowicza i niepotrzebnie wysłałeś dwa wiersze Fedeckiemu. Ale o tym pogadamy.
Bardzo chciałbym Cię zobaczyć. Cieszę się, że słuchałeś fragmentu "Całej jaskrawości" w radio. Piszesz, że prawie płakałeś, słuchając. Ja płakałem, pisząc to. W radiu był tylko początek, jakieś osiem stron. Zobaczysz, co tam się dzieje dalej. Pisałem Ci, że poszedłem na całego. Na Twoje wiersze, które zaniosłem, kręcą w "Poezji" głowami. Coś im się nie podoba. Ale tym się nie przejmuj. Dla mnie to się zgadza z tym, co o niektórych z nich tam myślę. Dalej jesteś od nich o sto mil i całe połacie.
Przyjechał mój przyjaciel z Jugosławii i przyjeżdża drugi z Aten. Zabiorę ich pod koniec miesiąca nad Morze Bałtyckie, bo chcą zobaczyć. Wyjeżdżają gdzieś piątego września i potem przyjadę albo Ty przyjedziesz.
Strasznie się za Tobą stęskniłem, kochany Chłopcze. Do Meksyku we wrześniu nie jadę. Statek jest tylko do Nowego Orleanu. Następny statek, który jedzie do Veracruz, jest dopiero 20 października. Nie wiem, co robić. Mam już paszport. Właściwie chętnie bym przełożył ten wyjazd na późniejszy czas. Jak nie pojadę, to pomieszkamy gdzieś razem. Ja skończę "Całą jaskrawość", a Ty zrobisz tomik, bo już czas. Już czas, żeby zobaczyli, co potrafisz. Całuję Cię. Twój Sted. Pozdrów Rodzinę.



Grudziądz,
20 V 1968

Kochany Witia. Siedzimy z Brunem w knajpie w Grudziądzu i pijemy piwo, i pamiętamy o Tobie. Żałuję, że nie doszedłem jeszcze do takiej siły wyrazu, żeby na moje życzenie móc Cię przenieść błyskawicznie z Poznania do Grudziądza do knajpy na rynku, gdzie siedzimy, pijąc piwo i paląc papierosy. Ściskam Cię, kochany. Pozdrów kogo chcesz. Twe cudzołżenia są eleganckie i same się tłumaczą -Bruno (ściskam prawicę)



Warszawa,
28/29 w nocy, 1969

Kochany Witku,
dzisiaj dostałem Twój piękny wiersz-piosenkę oraz parę słów. Ja leżę piąty dzień na madejowym. Grypes end ogólne osłabienie. Ale już przechodzi.
Dwa wiersze dałem Wackowi do "Za i Przeciw": Sadownik szczepy pielęgnuje i Brudna noc za miastem, ktoś wózek mój toczy.
Przygotowałem też dla "Twórczości" i jutro, pojutrze, jak tylko wstanę, zaniosę Fedeckiemu. Napiszę Ci, które, żebyś tych nigdzie nie drukował. Nieładnie, że mnie nie zaprosili poznaniacy na dwie kolejne imprezy. Sympatia powinna być odwzajemniana, inaczej kończy się. Ale, ale -jak mówi Bruno. Nie pisałeś mi nic o "Całej jaskrawości". Zresztą, co tu pisać.
Andrzej Babiński co raz mieszka u nas. Byłem z nim raz na ogonach i w piątek znowu jedziemy. Chce, żeby mu pomóc, bo ma termin i musi zrobić jeszcze około dwudziestu wsi. Nie poruszamy pewnych spraw i jest dobrze. Andrzej zresztą bardzo ostatnio miły. A mnie chodzi tylko o to, żeby nie plotkował. Przyjechać nie mogę, bo nie mogę na długi czas opuszczać W-wy. Czekam ciągle na ten Meksyk. Już mi się dawno odechciało, ale czekam. Jak przyjdzie wiadomość o wyjeździe, to mi na pewno chęć natychmiast wróci.
Całuję Cię, Kochany i trzymaj się. Z walutą u nas klops grandissimo. Długa ruda kita wlokących się za nami długów. Napisz, jak ze studiami w ogóle. Pozdrów też Mamę oraz Różę.
Twój Sted - wierny pies
Pisał Janek Potiszil. Zaprasza mnie tu i tam, ale nie mogę na razie nigdzie jechać. Jest ostatnio znowu w Zielonej [Górze].



1 II 1969

Kochany Witku, wysyłałem Ci list parę dni temu. Z tych wierszy, które przysłałeś, muszę sprawdzić, które drukowałeś. W "Nurcie", zdaje się, miałeś coś. Ten np. na [...]. Nie mogę wcześniej dać do "Twórczości", bo zrobiliby mi awanturę, gdyby wydrukowali coś już drukowanego przedtem, gdzieś indziej. Jadę do Meksyku w tym miesiącu. Napisz mi coś na pożegnanie. Całuję Cię. Sted. Jesteś kapitalny, zapoznałem się z Twoimi nowymi tekstami w domu Steda. Bądź dobrej myśli i żeby nie opuszczała Cię wiara w ostateczne zwycięstwo. Trzymaj się jak dotąd dzielnie. Za oparcie mamy Nike. Serwus. Andrzej (Bab)[iński]



Warszawa,
2 VI 1970

Kochany Witku,
napisz, co słychać u Ciebie i w ogóle u ludzi, u sióstr Orłów, u Jacka i Zośki, u Norberta i tak dalej, i tak dalej. Byłem w Poznaniu króciutko i wpadłem do Ciebie z Andrzejem Poznańskim, ale nie zastaliśmy Ciebie. Z Meksyku wróciłem już będą niedługo 2 miesiące. Nie pisałem, bo tysiąc i jeden spraw rozmaitych. Andrzej dużo pisze do mnie.

Myślę, że wpadnę do Poznania około 10 czerwca. Wtedy spotkamy się na pewno i pogadamy o tym i owym. Opowiem też trochę o Meksyku przy piwie.
Jak z Twoim tomikiem? Prosiłem, byś przysłał mi kopię wierszy, i nie zrobiłeś tego, trudno. Może jeszcze zdążę rzucić nań okiem, zanim ukaże się książka.
Jak Ci lecą studia? Masz chyba teraz zwane urwanie głowy. Sesja wszak.
Odpisz mi natychmiast, a ja Ci jeszcze napiszę, kiedy dokładnie przyjadę do Poznania.
Ściskam Cię mocno - Sted



Warszawa,
17 VI 1971
Kochany Witku,
dziękuję za list. Wiersze przepisz na maszynie, bo jak zwykle, nie mogę wszystkiego odczytać. Więc przepisz na maszynie, maszyna jest u Kry, i przyślij zaraz.
Trzymaj się, muchacho. Pozdrów Rodzinę i przeproś, że nie odwiedziłem. Zrobię to na pewno następnym razem.
Ściskam Cię mocno. I przepisz wiersze. Nie zwlekaj za długo. Im prędzej to zrobisz, tym prędzej dostaniesz walutę.
Albo podyktuj komuś i niech ten ktoś wyraźnym pismem zapisze.



Warszawa,
28 VII 1971

Kochany,
wstałem trochę, ale jeszcze bardzo słaby jestem i muszę jeszcze parę dni poleżeć, łóżko, leżenie w łóżku strasznie wyciąga siły, więc w tym tygodniu jeszcze nie dam rady, w przyszłym dopiero, to, że naprawdę chorowite ze mną - to jednym z przejawów, że nie chce mi się palić i właściwie od 2 tygodni nie palę. Kiedy posmakują mi fajki, to będzie znaczyło, że wracam do siebie. Piszę powoli "Siekierezady" scenariusz. Co u Leona, że nie daje znaku? Ściskam Cię mocno - Sted



17 II 1972

Kochany Witku,
z Syrii wróciłem już miesiąc temu. Byłem też w Libanie. Cztery dni okrutne na rzymskim bruku tudzież. Ale w ogóle to potęga! Damaszek -Ogród Islam - potęga!
Więc byłoby dobrze pogadać o tych przygodach oraz o przygodach Księcia i Malarza. Co to za numer wymyśliłeś z Ryfą Maciejem?
Napiszę szybko, bo z końcem miesiąca wyjeżdżam i Bóg wie gdzie.
Ściskam Cię - Sted
Co byś chciał ode mnie w życiu?



15 VI 1972

Kochany Witia,
mam Twoje "Cykady" i te następne. Musisz mi to sam przeczytać, a ja to przepiszę własnym pismem. Mam też dla Ciebie dwie paczki "Delicados" i tudzież piękną meksykańską kurtkę. Będziesz wyglądać w niej jak to? No, powiedzmy, jak Szymek Bolivar lat siedemdziesiących naszego stulecia. Mówię naszego, bo wszystkie stulecia są nasze.
Nie mogę się na razie ruszyć. Czekam na telegram od Michela Deguy, który ma w tych dniach do mnie przyjechać.
Cudowne Twoje zdjęcie chyba będę nosił w klapie, tylko że trochę za duże. Coś wymyśli jeszcze mój płowy łeb. Jeszcze niejedno. Ho, ho!
Michę! ma być tylko trzy dni, będziemy ostro pracować, potem do Poznania spadnę z nieba. I przywiozę Ci prezenty - regalos!
To dobra. Na razie kończę i ściskam Cię, ty centaurze!
Sted
Pozdrów Rodzinę, Rodziców, braci, a zwłaszcza siostry.
Możesz też kuzynostwo.



Warszawa,
10 II 1974

Kochany Witku,
siedzę w zwanej stolicy od paru dni. Kończę przekłady z Borgesa. W piątek ruszam w drogę. Grudziądz, Koszalin, Kołobrzeg, Szczecin i stamtąd skoczę może do Berlina. Dalej się zobaczy, ale powrót do Polski na pewno.
Masz pozdrowienia od Silvii Sigüenza z Meksyku - poetki. Cieszę się, że kurtka do Ciebie dotarła. Chyba Ci się spodobała i dobrze Ci się w niej chodzi. Ja mam taką samą. Sprezentowałem też taką samą Januszowi Andermanowi z Krakowa - bardzo wspaniały chłopak.
Z Berlina bardzo możliwe, że zjadę do Poznania Cię uściskać. To tyle na razie. Ściskam Cię z całej siły. Pozdrów, kogo chcesz - po uważaniu.
Sted
Posyłam Ci to zdjęcie ze względu na stopy: lewa - prawa.



Warszawa,
30 II 1974

Kochany Witku,
bardzo tęsknię za Tobą. Chciałbym Cię już zobaczyć. Może będę w Poznaniu 4-7 kwietnia, to wtedy. Przepisałem na maszynie Twoje 2 wiersze, które napisałeś, kiedy jechaliśmy do Wirów. Dam je wkrótce Fedeckiemu do "Twórczości".
Kompletna degradacja naszych niektórych eks-przyjaciół. Pójdą do piekła, jak na odwrocie tej kartki.
Całuję Cię i ściskam
Sted



20 VI 1977

Kochany Witku, dziękuję za książkę i za kartkę. Byłem w Poznaniu, ale tylko jeden dzień. Byłem umówiony w Łodzi na następny dzień, więc nie wpadłem na Górczyn. Wpadłem tylko do Szczęsnego. Do Pietryka też nie wpadłem. Pozdrów go. Mieszkałem ostatnio miesiąc w Budapeszcie. Teraz jestem nad Balatonem. Powoli się zbieram do wylotu. Może skoczę do P-nia na początku lipca. Bądź zdrów. U mnie jasno i spokojnie. Koniec motaniny, szarpaniny i wszelkiej gadziny. Ściskam Cię mocno. Książkę nam spaprali rysunkami jakimiś.
Sted


["Integracje" nr XXI, 1987]

powrót