Będziemy piękniejsi
1990
* * *
przybądź do mnie siostro miłosierdzia
muzo smutku
czarna pani w białym sierpniu
wrony już odlatują
groby zapadają się
na moim stole czarny szal słów
czarnym ściegiem śle posłanie
przybądź muzo smutku i zabierz mi pamięć
* * *
był Schumann co skoczył do Renu
i Babiński co skoczył z mostu
obaj szaleni czyści artyści
i my w alei cieniu
ale jest droga krzyżowa poety
co prowadzi na szczyty
niech pokolenia osądzą jak zawsze
czyje i komu przynosi zaszczyty
miska soczewicy w raju u Boga
lot nad ziemią nad padołem
ja pukam w ich imieniu
lecz trwa w duszy artysty trwoga
my mali maleńcy
słowo wszechpotężne
* * *
na moim stole sterta gazet
pigułki papierosy zapałki klej
znaczki listy i kurz
jedyny przyjaciel
jedyny świadek cierpienia
nim zetrze go ręka
która schnie powoli
od pisania
w gwiaździste moce stół czuwa
jedyny żołnierz na warcie
mojego bezpieczeństwa
jak mówił poeta
tyle lat podróżowałem
by zająć miejsce przy stole
* * *
jak się obronic przed światem
przyjdzie pójść na pielgrzymkę latem
i się zatracić
życie mija szybko nie ja to odkryłem
nasi zmarli patrzą ufnie w chmury
ja ci mówię Boże czy to najlepszy świat
choćna tym świecie piękne chóry
u szewca zamówię buty siedmiomilowe
pójdę przed siebie na brzeg ziemi
i grożąc niebu i łykając słońce
stoczę się jak głaz do przepaści jak Anteusz
zima idzie matki gotują strawę
myśłę dziadku że nic nie stracone
jeśli w mozole prostujesz podkowę
* * *
zawsze po twojej stronie poezjo
choć to boli
chłopi utrudzeni
matki stroskane
jak to opisać
w jakiej roli
przyjrzeć się jak psia buda moknie
dzewczyny za mgłą
myśleć że wierszem można się leczyć
na chorobę duszy
wiersz nic nie wyjaśni nic nie rozwiąże
ale to obowiązek
jak zamiatanie ulicy
* * *
Matka Boska chodziła w sandałach
Jasiu pijak dostał raka płuc
dlaczego Boże gromisz i grozisz
i na jeziorze burze wskrzeszasz
my z Piastów z drzewa i ognia
z miedzi i ziół poezji i walki
kanał mosiński płynie latami
na rynku pomnik i dzieci z lodami
babcia lebiodę gotowała na obiad
sym Władziu zginął pod Verdun
Bismarck już dawno zginął z muchami
a babcia cóż babcia rośnie z kwiatami
a Krysia Krahelska zawsze z nami
Krysiu całuję cię
* * *
gwiazda pomyślności gaśnie
Janek już złomu nie zbiera
sen oczywisty zbiera żniwo
żarówka znów mętna i jasna
o Narcyzie tyś faunem pokoju
dziwczyna pręży piersi w oknie
a mnie łyk kawy i huzia do gnoju
myślę że cząstką widzenia poety jest
na warcie zaśnieżony żołnierz
i to by było na tyle w ten dzień śmiertelny
gdy małe słowa toczą się do parowu
w tym muzeum cierpienia
w tym kraju ojców
powrót