wybór z tomików:
Dziecko idące jak włóczna śpiewało - 1970
Przed czerwonymi słońca drzwiami - 1976
Mieszkam w pogodzie - 1979
Zakole - 1981
Światło-lubne - 1984
Wiersze dzieci - 1985
Nam ciszy nam wiatru potrzeba - 1986
Będziemy piękniejsi - 1990
Oddech i gest - 1990
Córeczka poezja - 1993
Wszystko nie to - 1994
Ciemna rzeka - 1996
W roznieconym ogniu - 1997
Ratujcie serca wasze - 1998
Została pusta karta dań tego świata - 1999
inne wiersze:
* * *
dziś nie wiem po co
z godziny na godzinę
znam sensu przyczynę
oto siedzę nad kartą
gdzieś ktoś woła pragnie -
siedzę w owym fotelu na pustkowiu
na dnie -
jeszcze jeden dzień zagasł
zagasło już ciało
zapalcie mnie chmury weźcie z politury
na pustyni migoce
sadzę cień światłości
wszystko jest psa ością
odwieczną zazdrością -
przy stole monstrumy
miłość tnie szkła udo
w ojczyźnie u praojców raz cicho raz widno
nad metropoliami chmura, parowiec dymi,
o czajko! gazelo! cóżeśmy czynili?
Andromeda gdzieś tu może
na powietrzu tętni, jeszcze coś iska -
na warcie przeszłości -
dzieci już w pagórku, tętni wąs sąsiada,
krewna potępionych o tęsknocie gada
co ja tu wypowiem na oścież pukany?
* * *
pewna przechodząca kobieta miała ogromne piersi
jako mężczyzna byłem oszołomiony
skąd takie duże pytałem siebie
szła niepewnie przez wiadukt
nogi miała lekko ugięte
poprawiała coś w torebce
zazdrościłem jej
chciałbym mieć też takie piersi
przyciągałbym przygarnąłbym wszystkich
a tak a tak muszę pisać liche wiersze
które nie obejmą świata
* * *
ja tu nie powrócę przyjdzie umrzeć w drodze
daleko od kolebki więdnącego domu
z prowiantem pod pachą w zachodu pomrukach
gdy sarny przyjdą rozejrzeć się w polu
przywiozę dla ciebie ciemna głowo stoku
światło następnego wierzyciela ziemi
on jak kukułka rozwinie się wokół
śpiewem swym osobno dla każdego śladu
jest cicho słychać studnie nocy
przyjaciel rozwija mapę dróg dobrej nadziei
przy ruczaju zasnęła leniwo kobieta
pijana z mężczyzną którego się bała
dawno już matko słów odeszły świty
węszy nas pies podziemnej alei
gazetowymi snami rozwija się miasto
pierwsi zbierają swój miód
śpiewaj kompanio
nogi moczy kompania
w mitycznych wannach
* * *
mrowisko gwiazd zakwitło
o muzyko sfer nie z tej ulicy
wieczór spotyka się ze mną
tańce z sal balowych
oczy z pól bitewnych
lampy akermańskie komety bezpańskie
ciągnął mnie przez czas poezji koń
zawędrowałem w ulicę nieznaną
* * *
na tym rynku jest szaro i brudno
na tym rynku jest pomnik powstańców
u mnie cicho jak w tym rynku
nocą gdy mówię dobranoc
na tym rynku mówię głośno
do śpiących w łóżkach mieszkańców
że źle mieszkać w miasteczku
oprawionym w powiatowe ramki
na tym rynku są dzieci i słowa
na tym rynku wiążę dwa końce
jeszcze wrócę gdy odejdę precz
do tej ławki przez wiek stojącej
* * *
twoje usta dziecięce otwierają się
połykasz powietrze wielką niewiadomą
ręce szykują oparcia
idziesz jak mrówka ze skrzętnością
potykasz się o jeszcze jeden kamień zła
twoje oczy szukają kolorów
rozwieszasz tęczę myśli nad cudzym czołem
niosę ciebie jakbym niósł ziemię i kosmos
i nieodpuszczone głosy grzechu
pod twoją stopą rośnie trawa
pies podniósł łapę i liże ci twarz
trwaj tak dopóki ciało i krew
jest przemienieniem w kościołach
twoje ciało jest falą nieobjętą
* * *
związane oczy nieba
ciemność na rubieżach
w sercu tajemnica
wiersze w szeregach
topiele na marsie
bzyki much na suficie
to sztafaż poety w popielec
spotkanie myśli na szczycie
rozdarte szaty w kąt rzucam
piszę sonet szkieletem
dla potomnych i ciszy
słychać rżenie koni
ktoś na grzebieniu gra
wychodzę naprzeciw
i to jest poezja
zakalec i adwent
dwukółka w popielec
rękawy strzępione
i rymu maniera
usiądę na chodniku
i wyciągnę nogi
muzy powiatowe
przyprawią mi rogi
* * *
tam gdzie rzeka kończy się jest morze
tam gdzie życie kończy się jest pustka
cofnąć bieg rzeki
bieg życia
oto moje posłanie
płyną myśli z falami
końca nie widać
to słowa zapełniają pustkę przestrzeni
to życie zapełnia morze trupami
* * *
kiedy miałem osiemnaście lat
chciałem być julianem sorelem
potem rastignackiem
potem bohaterem hłaski
w końcu zostałem poetą
zostałem nikim
ale bohaterzy pozostali w pamięci
codziennie jestem którymś z nich
i tak umrę jak bohater
powieści pt. życie
które pisze za mnie epos
o człowieku który był wszystkim