Powieść do pierwszej publikacji oddana została w roku 1969. W polskim kraju był to czas państowych sklepów "Społem", barów mlecznych, tanich pociągów... W takich właśnie realiach toczy się "Cała jaskrawość"... Ale miejsce akcji w książce tej nie liczy się tak bardzo jak sam człowiek. Nie fabuła jest ważna, ale "cała jaskrawość", która dla autora książki, Edwarda Stachury, nie jest zwyczajnym tematem powieści, a istotą całego życia.
Pierwszym akapitem pewnie zmieszałem trochę chęć czytelnika, który rozpoczął lekturę tego tekstu, by uzyskać prostą odpowiedź na proste pytanie: cóż to za książka? Najłatwiej będzie mi powiedziec: jest to opowieść o dwóch na pierwszy rzut oka zwyczajnych osobach: Edmundzie Szeruckim i Witku, których poprzez stornice książki wiedzie zwykła historia pary przyjaciół zamieszkujących tymczasowo u starej Potęgowej, parających się w międzyczasie dorywczo pogłębianiem basenu w parku zdrojowym przy pobliskim uzrowisku. Owi bohaterowie charakteryzują się wielką radością z życia. Wydaje się, że wiedzą, jak cieszyć się każdą chwilą. Wiodą swoją wspólną tułaczkę ścieżkami kultu chwili. Każdego dokładnie wyjaskrawionego momentu, dogłębną zadumą nad każdym ptakiem, nad każdym drzewem, kuracjuszem, czy nawet łykiem piwa. Wszystko jest poezją - jak pisał Stachura gdzie indziej - ale nie chodzi o wiersze na papierze. Mowa raczej o poezji zapisanej na powietrzu. Czy to możliwe, by być poetą nie nakreśliwszy w życiu żadnego wiersza? Możliwe! Takie jest właśnie bytowanie Mundka i Witka - poetyczne. Czym więc jest na tle tego wszystkiego sama "cała jaskrawość"? Jednolitej odpowiedzi na to pytanie nie ma. Uwielbić rytuały życia, to jest uwielbić całą jaskrawość. Z drugiej jednak strony cała jaskrawość wcale nie zawsze jest tym, czym rytuały życia. Przeżyć błogie olśnienie przy wykonywaniu najprostrzych czynności - to jest cała jaskrawość.
Opisane w książce historie są autentyczne, jak i treść wszystkich dzieł Stachury, który sam powiedział kiedyś, że w życiu wymyślił niewiele fabuł - to jest fakt podkreślony później zwięzłym sformuowaniem określającym jego ziemską tułaczkę jako życiopisanie. Powieściowy Edmund Szerucki to sam autor. Witek to w rzeczywistości Wincenty Różański, dobry znajomy Steda (jak nazywali Stachurę przyjaciele). Razem się doskonale rozumieją, w swej podróży poprzez życie są prawie jednym organizmem:
"-Ciekawe jak nas rysują - odezwał się w pewnej chwili Witek. -Właśnie. Ze skrzydłami czy bez - powiedziałem, zaczynając litanię. -Z duszą na lewym ramieniu, czy na prawym - podjął zaraz Witek i zaczęliśmy na dwa głosy. -Na jasnym tle czy na ciemnym. -Czy na różowym. -Czy przy szerokim weneckim oknie. -Za oknem błękit, ultramaryna. -Cyprysy. -Gaje oliwkowe. -Albo na tle schodów. -Schody donikąd. - Właśnie. Poziomo, pionowo, albo ukośnie. -Albo w ogóle. -Realnie czy cendentalnie. -Czy trans. -We mgle, w poświacie bladoświecącej. -W oparach buchających. (...) -Woda, rzeka. -Może lepiej jezioro. -Dobra, jezioro. Albo nie. Staw. -Tak. Staw. Basen. -Dwa baseny, Witek! -Edmund! One są połączone mostkiem. -No widzisz, Witek. Widzisz! W jednym basenie pływa biały łabędź! -Drugi wysuszony. Dwóch facetów kopie w nim szpadlami! -Wyrzucają muł na brzeg! -Teraz nie kopią. Przestali! -Co mówią! -Jeden mówi: może zapalimy? -Drugi mówi: zapalimy!
Wyszliśmy na brzeg i odeszliśmy kawałek na stronę. Któryś z nas wyjął papierosy i zapaliliśmy."
O "Całej jaskrawości" można pisać wiele i długo. Jest to głęboka powieść, którą jednocześnie czyta się bardzo lekko. Stanowi ona pewnego rodzaju zwierzenie Stachury, dotyczące jednej z największych wartości, jakimi sam dysponował, a mówię o umiejętności docenienia potęgi każdego zwyczajnego dnia. Stachura potrafił nieposkromienie cieszyć się każdym szczegółem, każdym drobiazgiem i to widać w "Całej jaskrawości", która może stać się podręcznikiem w poznaniu t e j j a s k r a w o ś c i.
A więc, jak wspomniałem, o książce tej można pisać wiele, można właściwie opowiedzieć sens tej powieści, głęboki, wiekopomny wręcz i prosty, ale w końcu po wielu pustych słowach dochodzimy do wniosku, że o "Całej jaskrawości" nie da się konkretnie napisać. Ona sama jest sobie najdoskonalszym opisem. A jedyne co warto wspomnieć w recenzji tego utworu, to spostrzeżenie, iż służy on odpowiedzi tylko na jedno pytanie. Pytanie fundamentalne, które tkwi w każdym z nas. Pytanie, którego wielu nawet nie pokwapiło się sobie zadać! Pytanie, którego może się nie da sformuować, odpowiedzią natomiast jest dzieło Edwarda Stachury.
Mimo tego wszystkiego, co napisałem powyżej, powieść tą czyta się zwyczajnie. Dokładnie tak jak zwykłe jest życie, polne drogi, którymi Stachura prowadził poprzez setki łąk i pól swoje tułacze życie, stara Potęgowa, którą obydwaj z Witkiem kochali jak matkę, niebieskie niebo i każdy nowy dzień ...