Michał Kuźmiński


Stachura
Basi i Mateuszowi

Gdy na niebo brzaskiem wraca
Myjąc twarz w sierpniowym deszczu
Blade słońce z wielkim kacem
Po wypitym wczoraj zmierzchu

Świt rozbudza podróż naszą
Nagich srebrnych ros wilgocią
W rozsarnionych łąkach Kaszub
Tonie mój lokalny pociąg

Chłód poranka pociąg łapie
Oknem wpada w moje włosy
A Bóg jedzie dziś na gapę
Wniebowzięty święty bosy

Niepokorny krzak przy torach
W przenajczystszym szlocha deszczu
W najleśniejszą toń jeziora
Święta Gaja patrzy jeszcze

Tu falują snów połacie
Tu daleko dzięki Bogu
Do najgorszych mych przyjaciół
Do najlepszych moich wrogów

Z macierzanki mam litanie
I w piołunach mam ołtarze
A najpierwsze zakochanie
W butach w drodze i w gitarze

Mógłbym mógłbym tak bez końca
Bez powodów zdań i racji
Wjeżdżać dziś o wschodzie słońca
Na ostatnie małe stacje

za Chojnicami, przed Tczewem, o świcie 11 sierpnia 1999


powrót