Fabula Rasa
(rzecz o egoiźmie)
(1979)

Fragment...
      -Czym jest pamięć?
      -Pamięć jest składowiskiem przeszłości. Składowiskiem czasu.
      -To znaczy czasu przeszłego.
      -Czasu przeszłego. Czasu w ogóle.
      -Chwileczkę. Czasu przeszłego, czy czasu w ogóle.
      -Jest tylko jeden czas: przeszły. Cały czas jest czasem przeszłym. Innymi słowy, cały czas już minął.
      -Jakże to? A czas teraźniejszy? A czas przyszły?
      -Czas teraźniejszy jest przeszłością odpowiednio modyfikowaną. Modyfikowaną według schematów, modeli, matryc, szablonów będących w przeszłości.
      -Jak to się odbywa?
      -Tak, jak przy każdej projekcji. Jest projektor, czyli rzutnik, jest smuga, jest ekran i obraz na ekranie. Rzutnikiem z taśmą filmową jest przeszłość, smugą jest czas teraźniejszy, ekranem i obrazem na ekranie jest czas przyszły. Czasy: teraźniejszy i przyszły są skutkami przyczyny. Przyczyną jest przeszłość.
      Idź w górę i głośno krzyknij. Może to być dźwięk nieartykułowany lub dźwięk "niosący" jakieś słowo. Na przykład właśnie słowo: czas. Po chwili - która jest czasem teraźniejszym - odpowie ci echo, które jest czasem przyszłym, a o czym musisz powiedzieć, że jest czasem teraźniejszym, a w tej chwili już czasem przeszłym, a więc o czym nie możesz nigdy powiedzieć, że jest czasem przyszłym. Czas przyszły jest echem czasu przyszłego, a to, co pomiędzy - nim rozlegnie się echo - jest czasem teraźniejszym: kładką, pomostem. Wszystko to jest oczywiście przeszłość. Wzięło się ze składu pamięci, ze składu czasu, który cały jest przeszły. Tak więc to, co wydawało ci się być postępowaniem do przodu, przodem do przodu, wyda się może w tej chwili postępowaniem do tyłu, tyłem do tyłu, ale naprawdę nie jest ani tak, ani owak.
      Ktoś nadzwyczaj pomysłowy wymyślił kiedyś, że idealnym uniwersalnym samochodem byłby samochód, który by wyrzucał przed siebie drogę i po tej wyrzucanej, rozwijanej przez siebie drodze, jechał. Latający czołg. Więcej, nieskończenie więcej: czołg mogący poruszać się we wszystkich żywiołach, bo każdym żywiołem, chciałby poruszać się, byłyby gąsienice tegoż czołgu. Wehikuł czasu jest takim właśnie wszech-żywiołowym czołgiem. Ale stojącym w miejscu. A tym miejscem jest też czołg. Więc czołg stoi sam na sobie. Albo powiedzmy: wisi sam na sobie. Wisi na włosku własnej lufy, która strzela do przodu, a pociski lecą do tyłu.
      Czas, cały czas jest przeszłością. Czas to jest taka droga, która cała (ta przyszła też, ta nie-przeszła) jest przeszła. Po drodze czasu nie można nigdzie dojść. Po drodze czasu można tylko stać nieruchomo w miejscu. W czasie można jedynie trwać. A trać znaczy nic nowego. A nic nowego znaczy być martwym. Jak wczorajszy dzień. I jak wspomnienie wczorajszego dnia.
      Czas, cały czas, jest przeszył, a więc teraz nie istnieje. I uważaj: to, co teraz nie istnieje, nigdy naprawdę nie istniało.
      -To niesłychane. Nie może być. Musi być coś, nie wiem co, co nie jest przeszłością.
      -Jest. I to jest tu, nie tam, nie w przeszłości ani w tak zwanej przyszłości. To jest właśnie teraz. Nie czas teraźniejszy (który jest tylko zwodzonym mostem pomiędzy przeszłością a przyszłością), lecz teraz. Zaraz teraz. Teraz natychmiast. Które do czasu nie należy. Tego, co żyje w teraz, czas – to śmierdzące monstrum – kąsnąć nie może, nie jest w stanie. Stulecia, milenia, miliony, miliardy, miriardy lat, wszystkie czasy, absolutnie wszystkie czasy: przeszłe i tak zwane przyszłe - znajdują się, pre-"egzystują"; w tym maluteńkim teraz i nie plamią, nie brudzą, nie kalają tego teraz ani jedną sekundą.
      Teraz to wieczność. Wieczność to wieczne teraz, wiecznie nowe tu-i-teraz. Wieczność w wiecznie nowym tu-i-teraz wiecznie na nowo sięuwierzytelnia.


      - Jaki sens ma cierpienie, jeżeli ma sens?
      - Posłuchaj. Gdyby cierpienie nie miało sensu, jedna jedyna łza zalałaby największe piramidy, najbardziej wygórowane panteony, najwyższe w najwyższych górach położone obserwatoria astronomiczne. I prawdziwie ci się mówi: jedna jedyna ludzka łza zalewa to wszystko. Ale nie dlatego, że nie ma ona sensu, lecz dlatego, że ma ona sens, to wszystko zaś prawdziwego sensu nie ma. Bo sens zalewa bezsens. Nie odwrotnie. Patrz, tysiące lat cywilizacji, największe osiągnięcia kulturowe, naukowe, techniczne i tak dalej nie wymazały ludzkiej łzy. Dlaczego? Dlaczego? Po trzykroć: dlaczego? Gdyby mogły ją wymazać, już by ją przecież wymazały. Już dawno. Ale nie wymazały. I prawdziwie ci się mówi: nigdy nie wymażą. Ta łza jest jedynym kamieniem węgielnym, na którym stoi całe królestwo szczęścia człowieka tę łzę roniącego. Ten człowiek może siebie poznać, może poznać, dlatego płacze i tylko wtedy przestanie płakać. Zapłacze wówczas ostatni raz, ale z niewymownej i nie kończącej się radości.
      Cierpienie ma głęboki sens. Cierpienie ma taki sens jak rzeka, co nagle przecina ci w poprzek drogę. Nie ma mostu, nie ma promu, nie ma materiału ni narzędzi do zbudowania tratwy. Ty masz dostać się na drugi brzeg, żeby iść dalej. Masz to zrobić, wszak rzeka przecięła ci drogę, zatem twoja droga nie kończy się na tym brzegu, tu nie jest meta, bo wtedy się nie mówiłoby, że rzeka przecięła ci drogę. Więc twoja droga prowadzi przez rzekę i dalej, już po tamtej stronie. Nie możesz zrobić nic innego, jak rzekę przebyć.
      - Czy nie ma sposobu na ominięcie rzeki, to znaczy na uniknięcie bezpośredniego kontaktu z wodą? Czy nie mogę iść w bok, w lewo czy w prawo, aż do napotkania mostu lub przewoźnika z łodzią?
      - Rzeka przecięła ci drogę. Jeżeli ta rzeka jest na twojej drodze, to znaczy, że ta rzeka jest twoją drogą. Przebycie tej rzeki należy do twojej drogi. Jeżeli wykonasz obrót o dziewięćdziesiąt stopni i pójdziesz w bok, w lewo czy w prawo, to znaczy, że z drogi zbaczasz. Jeżeli obrócisz się na pięcie o sto osiemdziesiąt stopni i ruszysz, to znaczy, że z drogi zawracasz. Jeżeli usiądziesz na brzegu, na tym brzegu i zaczniesz liczyć sekundy, to znaczy, że twoja droga urywa się. Ta droga to droga do życia. Więc albo idziesz do życia, albo nie. Jeżeli tak, musisz rzeke przebyć. Musisz cierpienie przecierpieć. Tylko tak je przekroczysz i zostawisz na zawsze za sobą.
      - A jeżeli nie umiem pływać?
      - Gdybyś umiał pływać i może jeszcze jak ryba, jakim cierpieniem byłoby dla ciebie przepłynięcie rzeki? Byłoby to dla ciebie tym samym, co spacerowanie po ziemi, po łące pełnej kwiatów. Gdzie tu wtedy mówić o cierpieniu? Gdzie tu wtedy pytać, czym jest cierpienie i jaki ma sens?
      - Więc mam wejść do wody, nie umiejąc pływać?
      - Czy możesz nauczyć się pływać bez wody?
      - Ale przeciesz mogę się utopić!
      - Utopić się możesz stojąc na brzegu i nie skacząc do wody. I zaiste, wtedy topisz się, wtedy toniesz.
      - Kiedy?
      - Kiedy stoisz na brzegu i nie skaczesz do wody.
      - Nie rozumiem.
      - Kiedy skoczysz naprawdę do wody, oczywiście już nie będzie cię wtedy na brzegu. Już nie będzie: "Ja i woda", nie będzie: "tu i tam", nie będzie: "Ja tu na brzegu - a tam woda". Ciebie już nie będzie. Będzie tylko woda. Kto miałby wtedy utopić się? W wodzie wszystko jest wodą. W ogniu wszystko jest ogniem. W cierpieniu wszystko jest cierpieniem. Wchodząc naprawdę w cierpienie, przestajesz być sobą, stajesz się cierpieniem, stanem cierpienia: wtedy już nie ma z jednej strony cierpienia, a z drugiej strony: "mnie, który cierpię". Jest tylko cierpienie. Ale czy cierpienie istnieje niezależnie, oddzielnie od osoby cierpiącej? Nie istnieje. A więc jeżeli nie ma osoby cierpiącej, to i cierpienia wtedy nie ma.

Powrót