Aleksandrów Kuj.
8 VII/1956

Drogi Mietku!


     Wyobraź sobie, że nie dopuszczono mnie do egzaminów ze względu na słabe prace domowe. Widocznie mieli rację. Pociesza mnie tylko fakt, że prócz mnie nie dopuszczono kilkudziesięciu innych. Rok zmarnowany. Postaram się jednak zużytkować go jak najlepiej. Będę dużo pisał i malował. Co słychać u Ciebie? Kiedy jedziesz do Czechosłowacji?
Drogi Mietku przyznam się, szczerze pokochałem Cię za Twoją dobroć, bezinteresowną pomoc i zalety osobiste. To wszystko zjednało Ci w moim sercu i pamięci stałe miejsce. Czy skończyłeś już "Balladę o nocy wisielczej"? Jeżeli tak to przyślij mi ją i kilka innych rzeczy np. to o Julii. Jak tam moje rzeczy? Chyba nie zapomnisz o nich i pójdą w "Kontrastach" jak mi obiecałeś. Ty dobrze wiesz jak to jest, gdy ujrzy się własne rzeczy wydrukowane, i gdy ujrzą je ci, którzy śmiali się i pluli w twarz gorzkim szyderstwem. Posyłam Ci kilka nowych rzeczy. Drogi Mietku wiem, że masz mało czasu. Teraz mas zgo trochę więcej. Maznij więc kilka słów do człowieka, który śmie Cię nazywać swoim przyjacielem (wybacz mi tę śmiałość) i który jest pełen uwielbienia dla Twojej osoby O, leworęki Norwidzie. Serdeczny uścisk dłoni.

Stachura Edward




***

Trzeba rzucać
rzucać szczurami o ścianę
aż ich krzyk się na gwiazdach powiesi
Trzeba pluć
pluć szyderczą plwociną
aż się krety zachłysną i zginą
Trzeba deptać
deptać zrudziałe gadziny
aż się dwugarbny Arlekin
ze śmiechu za brzuch chwyci
To nic
że niejeden wazon
z kwiatami na głowę upadnie
Wazon rozbije się
a kwiaty zostaną.


***

Zapomniałem zapiąć rozporka
i poszedłem do teatru
A w teatrze jak w teatrze
Ludzie wiszą na czarnych muszkach
Stąpają po porcelanie
i gapią się na mnie
jak na Szekspira
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Cóż różne są drogi do sławy

Aleksandrów - K. 8 VII/1956 r.


Poezja

Poezja jednak...
:zapamiętaj tekst bezimiennego trenu
Cieniem go w Hiroszimie dopisał Japończyk
do schodów wstępujących na pokoje
gdzie
     leżąc na trawie stołu
     rozrzuciwszy białe
     szorstkie od hieroglifów ręce
     ku wzgórzom nieba patrząc
     tęsknił za Ojczyzną Whitman

Jednak poezja - o, miejsce bezdomne
Krzyk dłuższy o ludzki cień


Przestroga
Nie zalepiajcie naszych marzeń
i przerw pomiędzy palcami
brudno - rudawą gliną
Bo nawet najmniejsza z gwiazd
skulona w kącie nieba
może buchnąć meteorem
i przeszyć promienistą klingą
ciemność


Nieśmiertelność

Kółeczka z dymu
z dymu kółeczka
gną się, zwijają
w wężowej smukłości
jak topiona ruda
jak różowe krzyczące obłoczki
które Czarodziej Czas
z ust ciągle wypluwa
- - - - - - - - - - - - - - - - -
Bo kółeczek nie przerwie nikt
chyba..., gdyby Einstein ożył.


***

Kapie deszcz
Płacze deszcz
i łza za kroplą
po szybie się wloką
z okna na gzyms
z gzymsu na chodnik
plaf plaf plaf
jak zabłąkany pies
człap człap człap
Kiedy przestanie kapać deszcz
bo ja chcę płakać też
Okno gzyms
gzyms chodnik
płacze deszcz
kapie deszcz

Powrót