Inaczej wyobrażałem sobie swoje studia. Nie mam akademika, ani stypendium. W dodatku jestem bardzo chory, mam gorączkę i co dziwniejsze coraz częściej nawiedzają mnie krwotoki nosa. Mietek! jestem prawie w beznadziejnej sytuacji. Nie mam złamanego grosza przy duszy, i nie mam gdzie spać. Mieszkam gdzie się da, raz tu, raz tam trafiając najczęściej na dworzec. Wyciąganie forsy od kobiet napawa mnie już wstrętem. Czynię to jednak nadal, gdyż inaczej umarłbym z głodu, albo musiałbym zrezygnować ze studiów, co niechybnie się stanie, jeśli coś się nie zmieni. Brata, na którego tak liczyłem zamknęli, a moje stosunki z bratową znasz doskonale. Mietek napisz do mnie. Nie masz pojęcia jak bardzo potrzebuję teraz Twoich dobrych słów, które porównałem kiedyś w jednym z moich pierwszych listów do Ciebie, do wody na pustyni. Niewiele wówczas przesadziłem. Drogi Mój jesteś jednym z nielicznych moich przyjaciół, dla których jestem szeroko otwarty. Zresztą śmieszne, a nawet wstrętne byłoby teraz powtarzanie tych starych rzeczy. Mietek, "wsadź" jak najpędzej do "Uwagi" kilka moich rzeczy. Odbierz honorarium i prześlij mi honorarium. Jeśli możesz, przyślij mi teraz 100 zł. Odciągniesz sobie potem tę sumę z honorarium. Mietek, powtarzam jestem w okrutnej biedzie, przy której nawet ta nasza dawniejsza blednie. Zresztą Ty to chyba rozumiesz. Mietek, nie zapomnij tylko o dedykacji do moich wierszy: "Państwu Ogrodnik - jako drobny okruch wdzięczności poświęcam".
Posyłam Ci dwie rzeczy, z których jedną znasz a drugą przerobiłem. Poza tym jeszcze taka proza poetycka, którą jeśli możesz również wsadź. Ciekaw jestem co o tym powiesz. Pozdrów Halinę, Kazia, Wieśka Szarejkę jeśli jest (daj mu mój adres) i Włodka.
Twój przyjaciel - Sted
List i ewentualną forsę (gdybyś mógł) prześlij na adres Stefan Kozak - Lublin Nadbystrzycka 14/1
(Dla Steda)
Misterium ze smutną prawdą
Ręka wyciągnięta była w kierunku zachodu
Przypominała z dołu długie drzewo o pięciu
gołych konarach. Na tle błękitnego
nieba wyglądała jak błyskawica albo
jak rodzaj bicza z pięcioma rzemykami.
Dla malarza mogłaby równie dobrze
wyobrażać zarżniętego byka o pięciu nogach
lub okno, z którego wychylają się głowy.
Wszyscy ludzie twierdzili jednak, że to
jest na pewno kwiat, najpiękniejszy kwiat
jaki kiedykolwiek widziano. Palce tej
ręki były bardzo długie i niesamowicie
chude. Kości nawleczono skórą jak
bardzo ciasną rękawiczkę. Na największym
palcu, mniej więcej pośrodku, umieszczony
był duży pierścień z wielkim rubinem
w kształcie serca. Pierścień odwrócony
był rubinem w dół. Kapałą z niego
kropla po kropli krew. Krew padała
na biały, owalny talerz położony
tuż pod palcem na ziemi. Talerz
był jednak zawsze czysty. Po każdym
spadnięciu kropli do talerza czołgał
się brudny człowiek
człowiek nadal brudny odchodził
i zlizywał ją. Potem na jego miejsce czołgał się drugi
człowiek, by zlizywać ją. Potem na jego miejsce czołgał się drugi
człowiek, by zlizać następną kroplę
która w międzyczasie upadła. Zabawa
ta trwała już przeszło tysiąc lat.
Ludzie ciągle twierdzą, że to jest
na pewno kwiat i nadal czołgają się
do białego owalnego talerza, by zlizywać
spadające krople krwi.
***
Któż mi powie
dlaczego dusze kdchodzą na wyspy smutne
i kamienieją tam w posągi.
Któż mi powie
czemu umarli czarną włóczęgą schodzą w dół
pod dolne wieko trumny.
Któż mi powie
dlaczego chóry zagubionych aniołów wyją
na wysokości zmierzchu.
***
Dwie nitki pajęcze
podtrzymują ten pokój
Moja lalka powiesiła się
na ich skrzyżowaniu
Teraz trup lalki
w beztroskim rytmie
w którym nie ma głodu
z czterech rogów
głodne pająki idą
Kiedy doszły do środka
nitki pękły
pod ciężarem śmierci i życia
Czworoboczny świat
runął jak ścięta z nóg żyrafa
Pod ścianami była juz tylko śmierć