Kolej na Zakrzowie | powrót


     Czasy, gdy grając w piłkę na boisku szkolnym przy ul. Okulickiego, spoglądało się na sunący powoli za płotem pociąg towarowy, czując nosem odór chmielu z browaru, od którego boisko odcina jedynie linia owej kolei, z ciężkim sercem zakwalifikować mogę do dziedziny sielanki lat dziecięcych. Wówczas działała jeszcze pijalnia piwa w dawnej stacyjce Wrocław-Zakrzów, dziś nawet i tę zamknięto, jak mi się zdaje. Browar w ostatnich czasach produkował jeszcze piwo Piastowskie Mocne, które można było kupić we wrocławskich spożywczakach, a teraz ani zapachu chmielu ani sunących wagonów towarowych, ciągnących tak powoli, że niekiedy dzieciaki z okolicy woziły się na ich zderzakach. By zakończyć myśl dodam, że dziś nie ma nawet podstawówki przy Okulickiego, budynek wziął kto inny, a boisko zarosło krzewami w swym odruchu regresji dając symbol odnoszący się do etymologii nazwy Zakrzowa.

     Mój opis linii trzebnickiej, z przystankiem na Zakrzowie, to zamiast pełnego obrazu, raczej podsumowanie mojej wiedzy na ten temat, treściwy i subiektywny obraz rzeczy; zresztą postaram się go aktualizować na niniejszych łamach w miarę czasu. A kto ma coś do dodania, zapraszam do skorzystania z "zeszytu wpisów" na pierwszej stronie lub adresu mojego mejla.

     Dolnośląskie Kolej Regionalna

     Instytut Rozwoju i Promocji Kolei (kolej.net.pl) wysuwa postulat o utworzenie prywatnej (więc niezależnej finansowo) firmy o nazwie Dolnośląska Kolej Regionalna, która przejęłąby kontrolę nad odcinkami typu Wrocław-Trzebnica (zaczynając od tej), wprowadzając tam ruch kolejowy, przy szczególnym zważeniu na elementy ekonomii. Owa myśl została przedstawiona m.in. w opracowaniu Marka Szpirko i Andrzeja Wójcika z IRiPK, pochodzącego z roku 2001. Prace do tej pory wielokrotnie posuwały się do przodu i zachodziły wręcz na rzeczywistość (by nie powiedzieć, że tylko z nią graniczyły). Ale jak to się skończy? Ów tekst o wizji linii trzebnicko-wrocławskiej można przeczytać tutaj: skynet.com.pl/~robol/kolej_zakrzow.htm.

     W kwestii taboru powinien to być autobus szynowy, wieloktrotnie tańszy od klasycznego pociągu. Autobusy można zakupić w poznańskiej fabryce lub od Czechów w postaci używanego taboru, posuwając się tym sposobem do jeszcze większej oszczędności (ostatecznie wylicza się, że uruchomienie linii mogłoby kosztować jedyne 500 tyś., które pochodziłoby z różnych źródeł, nie licząc puli rządowej dotacji dla kolei regionalnych). Sytuacja oczywiście uległa już jakiejś zmianie, jednak szczegółów nie znam. Prasówkę z prób otwarcia linii w myśl przetoczoną powyżej znaleźć można w linkach.

     Ciekawe, że na mapie turystycznej okolic Wrocławia z roku 1997 linii kolejowej do Trzebnicy nie zaznaczono, od trasy warszawsko-wrocławskiej odbija co prawda nitka, ale kończy się na Zakrzowie zakrętem na teren Polaru (w okolicach przystanku autobusowego Przedwiośnie), którędy rzeczywiście czasem jeździ pociąg towarowy. Ale nitki ciągnącej się dalej, ku Pawłowicom i dalej - na północ - na mapie już nie narysowano. A przecież nie jest tak, by tędy nie jeździło już zupełnie nic i mimo stopniowego wyłączania tej linii z użytku, korzysta z niej choćby doroczny pociąg pielgrzymkowy (o którego kurs na okazję św. Jadwigi każdorazowo grupa zwolenników musi - jak się zdaje - podejmować na nowo). Taki pociąg odjechał także i w tym roku, w połowie października, sam w życiu go nie widziałem, ale wiele źródeł opisuje ów incydent.

     Krótki rys monograficzny

     Linia powstała w roku 1886, był nawet zamiar, by ciągnąć ją jeszcze dalej, poza Trzebnicę, aż do Szczecina. Niektórzy zakrzowianie pamiętają jeszcze fundamenty po starym budynku stacji, w okolicy której postawiono później klockowaty budyneczek w myśl estetyki szalonego socrealizmu, który posłużył za nową stację. Po wycofaniu ostatnich połączeń osobowych na tej linii (na początku lat 90-tych), w budynku powstała pijalnia piwa, trasą kilka lat jeszcze przetaczały się pociągi towarowe ku Trzebnicy, wkrótce zniknęły i one.



Kolej na Zakrzowie | powrót